Zdrada na urlopie

I oto nadeszła ta wiekopomna chwila… na tydzień lub dwa odzysujemy wolność jako ten więzień na zwolnieniu warunkowym. Przywdziewamy gustowną odzież i pakujemy walizkę (mężczyźni) lub walizy (kobiety). Pozostawiamy daleko w tyle szaruteńką, przewidywalną codzienność i wyruszamy na podbój świata. Czeka nas upojna zabawa, beztroskie lenistwo, a także – jak dobrze pójdzie – przygodny seks.
W swoim sondażu Rafi Neumann z serwisu Travelpec.com podaje, iż „co dwudziesty Brytyjczyk uprawiał seks już w samolocie, zaraz po wylocie na wakacje. Na urlopie ludziom po prostu puszczają wszelkie zahamowania”.
Nic dziwnego. Wszelkie statystyki i badania wyraźnie dowodzą, że większego „dopalacza”, niż urlop, nie ma (no,jest jeszcze ta smerfnie niebieska tableteczka, ale oczywiście działa ona krótkofalowo). Najwięcej aktów niewierności dokonuje się w czasie sezonu wakacyjnego. I tak, jakbyśmy nacisnęli przycisk „turn off”, uwalniając się od stresu, zmęczenia, rutyny i problemów dni naszych powszednich, porzucamy rolę zjadacza chleba i sumiennego pracownika przywdziewając nową maskę: jesteśmy po prostu beztroską, czarującą, opaloną kobietą; jesteśmy wyluzowanym, uwodzicielskim facetem w bermudach; jesteśmy kimś innym niż zazwyczaj. A skoro nie jesteśmy sobą… Ponad połowa Polaków twierdzi, że wakacyjna zdrada się nie liczy, szczególnie, gdy odbywa w odległości większej niż 100 kilometrów od domu. Nie, nie doszukujmy się w tym logiki, gdyż urlopowe erotyczne podboje rządzą się swoimi prawami, prawami letniego szaleństwa.


Wakacyjne zdrady są troszkę jak kobiety: mają swe mody, kaprysy i gusta. Skoro zaś o płci pięknej – i współcześnie wyemancypowanej – mowa: w Wielkiej Brytanii wzięto na spytki aż 30 tysięcy niewiast w wieku „seksualnie niebezpiecznym”. Wyniki okazały się niezwykle ciekawe. Otóż co trzecia badana uprawiała wakacyjny seks na plaży, z przypadkowym mężczyzną. Aż 10 % kobiet podczas tygodniowego urlopu poza granicami kraju miało pięciu (lub więcej) kochanków; jedna czwarta przyznała się do dwóch, a jedynie 35 proc. mogło poszczycić się brakiem pazerności, poprzestając na jednym partnerze erotycznym. Okazało się również, że największym wzięciem cieszą się Włosi: 33 proc. kobiet chętnie przetestowałoby któregoś z nich w łóżku. Dalsze miejsca na podium zajęli – o dziwo – Holendrzy (18 proc.), a dopiero później uchodzący za wulkany namiętności Francuzi i Hiszpanie. Biorące udział w sondażu kobiety wyznały, że o przypadkowy seks najłatwiej w Grecji (40% pań), a także w Hiszpanii. Oczywiście nawet do naukowego sondażu musiała się wkraść owa słynna kobieca nieprzewidywalność: Włosi – choć niby oni tacy najbardziej pociągający – zajęli dopiero trzecie miejsce (wg „Daily Mail”).

Wyniki bulwersujące czy budujące? Wszystko zależy od podejścia. Czym jest tak właściwie zdrada? Jakie są granice wierności? No, ba! To temat z rodzaju: „ilu ludzi, tyle opinii”.
Sezon urlopowy to czas, w którym na licznych portalach społecznościowych wybuchają burzliwe dyskusje na temat tego, jak należy spędzać urlop, i czy taki, co to się go spędzi osobno, jest czy nie jest jednoznaczny z niewiernością. Dla niektórych już sama chęć spędzenia wolnego czasu w pojedynkę jest nie do przyjęcia:

I co taki facet ma robić sam na wakacjach? Pić, imprezować i zdradzać laskę, bo skoro nie, to dlaczego chce jechać bez niej? Dla mnie to NIEWYOBRAŻALNE. A takiego faceta czym prędzej bym opuściła. Ba, nawet bym się z takim nie związała. Inteligentny facet jeździ z kobietą na wakacje (anonim, kafeteria.pl).
Istnieje też pogląd, że seks „na boku” się nie liczy, skoro brak w nim miłości, a jeśli się ona pojawi, to również nie można mówić o zdradzie, gdyż nie mamy wpływu na to, kogo zaczniemy darzyć uczuciem.
Generalnie można wyodrębnić trzy typy stanowisk zajmowanych wobec mniej lub bardziej przelotnych romansów. Pierwsza grupa to stadła, w których panuje niepodzielnie chorobliwa i nieuzasadniona zazdrość oraz granicząca z obsesją zaborczość („Mój ci on! Moja ci ona!” – zdaje się krzyczeć całemu światu taki dumny „właściciel”). W grupie drugiej znajdują się pary, które – mimo bolesnej wiedzy o wakacyjnym ekscesie ukochanej osoby – są w stanie dać drugą szansę i potrafią ów fakt niejako „przepracować”; trzeba bowiem pamiętać, że z psychologicznego punktu widzenia dla większości ludzi nie liczy się to, czy zdrada była jednorazowym wakacyjnym wybrykiem, czy też regularnymi i długotrwałymi kontaktami seksualnymi – to, że do niej doszło, dla wielu zdradzonych oznacza, iż wartość ich związku jest wątpliwa, oni sami – nieatrakcyjni, a niewierność partnera – skoro już się zdarzyła – może się powtórzyć. Typ trzeci to związki otwarte, w których obie strony dają sobie przyzwolenie na seksualne eksperymenty z innymi partnerami jako jeden z elementów letniego relaksu – każde z nich wyjeżdża na solowe wakacje z pełną (i obupólną) świadomością, że monogamistami z natury nie jesteśmy, a granice wyznaczamy sobie sami:
„Zdrada w ogólnym znaczeniu, to świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty.



Jeżeli twój mąż wie, że się bzykasz z innymi to gdzie tu zdrada??? Nikogo nie zawiodłaś, a na pewno nie męża, nie złamałaś żadnej obietnicy, nie skłamałaś i nie oszukiwałaś.
To, że ludzie są analfabetami i nie rozumieją znaczenia pewnych słów nie znaczy, że te słowa tracą swoje pierwotne znaczenie.”
(gość o pseudonimie „vghtyfv”, forum gazeta.pl).

Jeśli już jednak zdecydowaliśmy, by nasz urlop obfitował w upojne erotyczne zabawy z seksownymi nieznajomymi, postarajmy się zachować choć odrobinę zdrowego rozsądku. Wakacyjne pamiątki to obowiązkowy punkt programu w rozkładzie jazdy każdego turysty, jednakże jedną z nich może stać się paskudna choroba weneryczna, a tego byśmy oczywiście bardzo nie chcieli (chyba, że zaliczamy się do wyjątkowo perwersyjnych masochistów). Wyspiarskie media coraz częściej ostrzegają, że rośnie liczba mieszkańców Wielkiej Brytanii powracających z zagranicznych wojaży z kiłą, rzeżączką, chlamydią i wirusem HIV.

Wakacyjne zdrady wynikają z niezaspokojenia (różnego rodzaju), problemów w związku lub z wyznawanego światopoglądu. Nierzadko to właśnie ów wakacyjny dystans do naszej życiowej sytuacji – ten liczony w kilometrach, i ten psychiczny – powoduje, iż znajdujemy odpowiedzi na pytania o formę, rodzaj i cel naszego aktualnego związku. Często w przygodnym kochanku/kochance staramy się odnaleźć to, czego brakuje nam u naszej codziennej „połowy” – według statystyk aż 20% spośród par uprawiających wakacyjny, przygodny seks, tworzy potem stałe związki. Wiadomo, życie nie jest czarno-białe. Zdrada nie zawsze nie popłaca…

Tekst: Natalia Ślesińska

www.openscotland.pl