Wiosna, wiosna ach to ty…

Przyszłaś. Trochę się spóźniłaś ale niech i tak będzie. Pora pozamiatać stare niewygodności, problematyczne zdołowania i wypielić ogródek wspomnień.  Detoks zarządzam uroczyście. Czas oczyszczania otoczenia i ciała. Pobiegam może z kadzidełkami, oczyszczę kąty ze złych demonów, złogi perfidnie kryjącej się dobrej energii obudzę? A rzeka płynie…jak płynęła. Lody puściły już dawno. Mrozek ocucił pierwsze kwiatostany, wykorzystał gwałtem pukle świeżej trawy. Tak mija chwila za chwilą, rok za rokiem, kwitnienie sezonowe. Budzę się do życia, haustem łapię tlen, dusząc się świeżością. Pyli.

Niezwykły to czas na świecie nastał. Krzyczący o tolerancji, nie tolerują już samych siebie. Wojownicy światłości umysłu, odkrywają pokłady ciemnoty. Onomatopeja życia. Wrrr, brrrr, zimno. Ciepłem powiało ze Wschodu tym razem. Piękni ludzie bowiem walczą o życie. Marzenka- żona Hodgkina- powoli uwalnia się myślą od toksycznego związku. Akcja Rakija nabiera tempa. I dobrze. My kochamy dobre zakończenia, a tym bardziej wspaniałych przyjaciół, którzy widzą więcej niż kawał własnej dupy. Nie ma bowiem w dupie poezji. Kiedy przychodzi czas na pomaganie, każdy ma swoje prawa. Jeden będzie patrzył na swoją, inny mimo niedogodności wszelkich, swoją odda na cel społeczny.



Medialna pedofilia trzyma się mocno. Coraz młodsze pokolenia twierdzą, że seks to sposób na życie. A ci, którzy z natury wszystko co świeże lubią, przytakują wdzięcznie latami, aby później zasłynąć na szklanym ekranie „z miłości do świeżości”. Wiosna przyszła bowiem. Czas odnowy. Zadziwiające jest to, że mijają kolejne a świat milczy, oczy zamyka, usta knebluje,  a ofiar przybywa. Fenomen rododendrona.  Obsypuje się dojrzałym, niezwykle pięknym kwieciem, zanim wypuści pierwsze listki. Ot pokazuje najlepszą twarz bez pardonu, dominację i doskonałość w czystej postaci. Kiedy opada pachnący płaszcz, zostaje mizerny krzaczek, który niczym się nie wyróżnia, nie wybija się już niczym ponad przeciętność. To żywy dowód na to, że piękna okładka nie zawsze gwarantuje niezwykle ciekawe wnętrze.


Wobec panoszącego się ostatnio gospodarczego kryzysu, ekonomicznie oko biegnie w stronę Afryki i Azji. I tu także nadeszła wiosna. Tam, gdzie o wodę czystą trudno było, panoszyć zaczęła się Coca Cola. Ten bowiem trunek jest najpopularniejszy na ciepłym kontynencie.  Podobnie mają się Nike i Toyota. Kongo, Ghana, Kenia, Nigeria, Południowa Afryka, Tanzania, Uganda i Zambia kochają także McDonalda i Heinekena, Mercedesy, Hondy i telewizory LG. Świat zrozumiał- kolonizacja afrykańskich konsumentów to przyszłość dla upadających rynków europejskich. Oczywiście na korupcję i polityczne nieczystości miotła euro poprawności już nic nie poradzi, a z pewnością oko przymknie i z aprobatą system wykorzysta. Nadeszła bowiem era nowej kolonizacji, poprawnej, w czystych, białych rękawiczkach, nie zbroczonych krwią, a umysłem zaślepionym. Afryka dziś przypomina nieco Polskę po 1989 roku. Konsumenci dostają na półkach popularne etykietki, psychologia produktów mąci racjonalne wybory. Wszystko to pod etykietką „afrykański konsument staje się coraz bardziej brand conscious”.  Z tego miejsca już tylko krok do „I” rewolucji. Wkrótce wyginą dzikie słonie i tygrysy, ale za to każde dziecko będzie obsługiwać własny Ajfon.

Azjatyckie rynki podbijają serca tanią siłą roboczą, wciąż produkując towary dzisięciokrotnie taniej niż Europa. Chiny natomiast, zamiast zarażać świat wirusem pracowitości, ostatnio wysyłają w świat kolejne patogeny ptasiej grypy. Ewolucja niedługo przyniesie nam wirusy przenoszone drogą mrówczą, bowiem wszystko co zwierzęce było nam jeszcze kilka lat temu obce. Dziś jednak strach przejść obok świni czy krowy, nie wspominając już o drobiu. Świat definitywnie błaga o detoks. Wiosna przyszła, ach to TY!

GS

Źródło informacji o trendach konsumenckich w Afryce: The Times
Zdjęcia: internet