ŚRODA PODRÓŻNICZKI- Obiad dla urzędu

Co zjemy na obiad?    

                          
Pisałyśmy o Cypryjskich urzędnikach (http://www.lejdizmagazine.com/2012/08/sroda-podrozniczki-cypr-opowiesc-o.html), dziś powiew egzotyki- kilka słów o kolumbijskich urzędach. 
Co zjemy na obiad – typowe pytanie kolumbijskich urzędników. Przeciętny Kolumbijczyk w momencie kiedy wykonuje rano pierwszy krok, wchodząc do swojego biura, myśli już o obiedzie. Najpierw taki stan rzeczy strasznie mnie irytował i wzbudzał moją furię. Uważałam bowiem, że dorosła osoba może się chyba opanować i jeśli któregoś dnia odmówi sobie obiadu z powodu nadmiaru pracy, nic złego jej się nie stanie. Później uśmiechałam się już tylko ironicznie na myśl o tych kolumbijskich zwyczajach, a teraz zkolumbianizowałam się już na tyle, że zły humor dopada mnie, ale tylko wtedy, kiedy sama czuję głód i i nie jem obiadu o określonej, urzędowej godzinie!!!

Co zjemy na obiad? To pytanie, jakie stawiają sobie wszyscy kolumbijscy urzędnicy począwszy od wczesnych godzin porannych. Mam czasami wrażenie, że w Kolumbii wszystko kręci się wokół obiadu. Przeciętny Kolumbijczyk jeśli nie zje obiadu, albo dokładniej, jeśli nie zje obiadu o godzinie 13:00, nie czuje się dobrze, jest nieszczęśliwy, cierpi, nie potrafi się skoncentrować i uważa, że dzień był nieudany. Zaczyna się wiercić, ma zepsuty humor, obraża się, kłóci, itd.
Od pewnego już czasu obserwuję, iż niezależnie od ilości obowiązków i zadań jakie kolumbijski pracownik może mieć w danym momencie na głowie, godzina 13:00 jest godziną świętą w tutejszym słowniku. Jest to pora, kiedy skończyć się może świat, ale wyjść na obiad trzeba.
O 14:00 obiadowy kryzys mija. Pracownicy wracają do swoich miejsc pracy, zadowoleni, uśmiechnięci, z poplamionymi krawatami. Obiad został zjedzony i powrócić można do obowiązków biurowych. Najgorsze jest jednak to, że o 14:00 po pysznym obiedzie przygotowanym przez Carmen ja również jestem uśmiechnięta i z pełnym żołądkiem zasiadam przed ekranem komputera z ogromnym przekonaniem, że po raz kolejny spełniłam swoją misję – zjadłam obiad o kolumbijskiej, urzędowej godzinie!

Tekst: Ewa Kulak
Zdjęcia: internet