Opowieść o zmaganiach z cypryjską biurokracją

URZĄD NA CENZUROWANYM

 
Nie mam pojęcia jak wyglądają polskie urzędy wewnątrz, chyba zbyt wcześnie wyjechałam z Polski żeby zdążyć się z nimi zapoznać i „nacieszyć”. Z telewizji jednak wiem, że opinie są podzielone. Jedni narzekają, inni nie mają zastrzeżeń.
Podobno lwia część wydatków idzie do kieszeni dyrektorów i prezesów, natomiast spora część na wygląd takiego urzędu, tudzież ministerstwa.
Wyobrażam sobie nasze zimowe polskie warunki atmosferyczne i wchodzenie po marmurowych schodach do jednego z takich przybytków.

Na Cyprze sytuacja jest zupełnie inna.
Urzędy są leciwe, brzydkie i obdrapane. Panie siedzą przy biurkach pamiętających jeszcze lata 70-te  lub 80-te, w oknach stare podrapane firany bądź zasłony, klimatyzacja słabo, zimą ogrzewanie też słabo. Komputery jak są, to częściowo nie działają, albo brak do nich oprogramowania,
albo osoba, która umie je obsługiwać jest :
a) na urlopie,
b) na zwolnieniu,
c) na przerwie,
d) nie wiem
– niepotrzebne skreślić.
Poza tym, nawet jak już trafimy do takiego urzędu trzeba się liczyć, że osoba, z którą zaraz będziemy mieć do czynienia nie mówi po angielsku.
Może tu trochę przesadzam, ponieważ dwa języki urzędowe na Cyprze to grecki oraz turecki, ale angielski jest używany od lat i w zasadzie prawie wszyscy słabiej lub gorzej go znają.
Wracając do mojej urzędniczki, która jak udało mi się ustalić na wstępie mówi po angielsku i jest osobą względnie rozumiejącą o co mi chodzi, próbuję załatwić sprawę.
I tu się zaczyna cała zabawa, bo w międzyczasie pani pije kawę, odbiera swój prywatny telefon ignorując zupełnie dzwoniący stacjonarny no i oczywiście mnie.
Za chwilę za moimi plecami pojawia się kolejny petent, pani przerywa rozmowę telefoniczną i mam okazję wysłuchać kto z kim ostatnio się ożenił, kto umarł i dlaczego kot szefowej choruje na cukrzycę.
 
Ponieważ zostałam totalnie olana i wciśnięto mnie w jakiś kąt, mam czas żeby rozejrzeć się po skromnym biurze pani Marii. Papiery rozłożone wszędzie, teczki ułożone w stosy leżą na podłodze, są prawie równe ze mną ( no ale ja też do najwyższych nie należę), jakby tego było mało na podłodze znajdują się wnioski od różnych firm, a przy nich przyczepione zszywaczem czeki z kwotami za wykonanie usługi w tymże urzędzie.
Ufff, udało się. Pani zwróciła na mnie uwagę, więc ruszam do ataku.
O dziwo po kwadransie  udaje mi się opuścić biuro pani Marii z uśmiechem na twarzy, gdyż okazało się,że całkiem niedawno jej syn ożenił się z Polką i dzięki temu pani Maria łaskawie służyła mi pomocą.
To malutki przykład przyjaźni polsko-cypryjskiej.
Oczywiście moje życie i załatwianie spraw byłoby łatwiejsze, gdybym na wstępie przyznawała się, że płynnie mówię po grecku, a jedynie z czystej przekory atakuję leniwe urzędniczki swoim angielskim.
Oczywiście byłoby łatwiejsze, gdybym znała Andreasa i Jorgosa, a także Elenę i Stawrulę, bo przecież nawet dziecko wie,że wszyscy na Cyprze się znają jak  łyse konie i tylko osoby ze znajomościami ( obojętnie w jakiej postaci: dziadek, wujek, kuzyn, czy inny pociotek) mają szansę na błyskawiczne załatwienie swojej sprawy.
Każdy inny – patrz obcy- nawet będący blisko dziewięć lat na Cyprze bez koneksji nie ma szans. I nie pomagają czekoladki, jakieś mini prezenciki, jak się urzędniczka uprze to za Chiny nie obsłuży.
No i co z taka zrobić????
Jest na to rada, po pierwsze wpadać do biur i wołać z daleka „Kalimera”,
Być na bieżąco z lokalnymi wiadomościami, oglądać cypryjskie i greckie seriale, narzekać na upał albo na chłód ( w zależności od pory roku ), narzekać na sąsiadów, narzekać na brak pieniędzy ( ale torbę Gucci albo Guess dzierżąc w dłoni!), narzekać na korki i rozmawiać o tym co zrobię na obiad.
Jeśli te wszystkie tematy jesteście w stanie ogarnąć to załatwienie sprawy w urzędzie będzie dla Was trwało jedynie chwilkę, a do tego zostaniecie zaproszenie na chrzciny lub ślub, nie wspomnę już o darmowej kawie czy ciastkach.
W sumie chyba jestem zadowolona,że nie musiałam nigdy biegać po polskich urzędach, wszystkie panie są tam sztywne i sztuczne, a tutaj do wyboru do koloru i to mi w zupełności odpowiada.
Tekst: Monika P.