SOBOTA Z GWIAZDĄ- Sebastian Karpiel Buleczka

Foto: Monika Jakubowska

Dziś z cyklu SOBOTA Z GWIAZDĄ, dzieki uprzejmości portalu Emito, poruszający wywiad z Sebastianem Karpielem Bułeczką- liderem zespołu Zakopower.

“ Trzeba być sobą, trzeba być prawdziwym. Nie wolno udawać kogoś, kim się nie jest. Ja akurat dobrze się czuję idąc tą drogą. Nie wyobrażam sobie, bym miał z niej zbaczać, bo by to było wbrew mojej naturze” – mówi Sebastian Karpiel-Bułecka, lider zespołu Zakopower w wywiadzie dla Emito.net.





Robert Rewiński: Czy to Twoja pierwsza wizyta w Szkocji?
Sebastian Karpiel-Bułecka: W Szkocji tak. Natomiast w Wielkiej Brytanii mieliśmy już okazję grać z zespołem. Było to dwa lata temu w Londynie, kiedy to zaprosił nas do współpracy Nigel Kennedy.

Miałeś okazję przejechać z Edynburga do Glasgow. Zobaczyłeś deszcz, mgły, łąki, lasy, owce. Dobrze się czujesz w takim miejscu jako góral?

Ja się czuje dobrze w wielu miejscach. Tu jest urokliwa okolica i jestem mocno zaskoczony. Nigdy tu nie byłem i nie spodziewałem się takich krajobrazów.
Powiedziałeś w jednym z wywiadów: „Dla niektórych to, co robimy, jest profanacją góralszczyzny”. Czy wasza muzyka jest profanacją czy może ewolucją tej muzyki?
Jeśli ktoś tak mówi, to ja mu nie przyznaję racji. U nas nie może być mowy o profanacji muzyki góralskiej, bo my góralskiej muzyki nie gramy.
Profanacją góralszczyzny jest jak ktoś bierze piosenki góralskie i je przerabia. Natomiast my tworzymy wszystko od początku do końca sami. Nasze melodie są skomponowane, wymyślone, teksty są do nich napisane.
Z góralszczyzną to ma wspólnego tyle, że jest czterech górali w zespole. I jest ten duch góralski.
Duch ewoluuje u każdego człowieka. My akurat zmierzamy w taką stronę, by nasza muzyka była charakterystyczna, oryginalna, by było słychać w niej progres. Żeby było wiadomo, że się rozwijamy, nie marnujemy czasu. A to zabarwienie góralskie ma to jedynie temu pomóc.
Byłem zaskoczony podczas koncertu w Edynburgu słysząc rytmy i dźwięki zespołu Republika. Na telebimach pojawiły się fragmenty ich teledysku „Poranna Wiadomość” sprzed blisko 30. Czy ta legendarna formacja Grzegorza Ciechowskiego, która ukształtowała polską scenę muzyczną jest dla Ciebie istotna?
Jeśli coś takiego pojawia się na wizualizacji koncertu, to nie zależy to ode mnie ale od naszego kolegi Rafała Furmaniaka, który zajmuje się tym.
Natomiast czy dźwięku Republiki się tam pojawiły – być może. Ja nie inspirowałem się nigdy tym zespołem. Aczkolwiek zgadzam się, że to bardzo ważna formacja w historii polskiej muzyki.

Jakie inne rytmy pozagóralskie ukształtowały Twoją wrażliwość muzyczną? Który z artystów brytyjskich poruszał Cię, kiedy dorastałeś?

Jak byłem małych chłopakiem to słuchałem głównie muzyki folklorystycznej i ona mi się podobała. Potem oczywiście trochę się zmieniło z biegiem lat.
W tej chwili głównie słucham jazzu. Ta muzyka mnie rozwija. Nie słucham zbyt dużo muzyki rockowej czy popowej.
Natomiast moi koledzy z zespołu słuchają jej i coś wnoszą do naszej muzyki. Każdy ma różne zainteresowania muzyczne i każdy porusza się w innych obszarach, ale spotykamy się na scenie i gramy wspólnie. Stąd można usłyszeć dźwięki z różnych stron.
Z Wielkiej Brytanii na pewno doskonale pamiętam Amy Winehouse. I to, co robiła niezmiernie mi się podobało. Miała wielką charyzmę i piękną barwę głosu. Jest też Sting – wielka legenda. Mógłbym wymieniać długo. Tu jest takie bogactwo.
Podczas koncertów grasz na skrzypcach, dudach, rzadko spotykanej obecnie słowackiej fujarze. Czy nauczyłeś się już nut?
Nie, ja się nie nauczyłem nut i nie wiem czy kiedykolwiek mi się uda. Ale to też pewnie nie przeszkadza mi w tym, co robię. Wielu jest muzyków dobrych, którzy nut nie znają.
Oczywiście to się przydaje i ułatwia wiele rzeczy. Może kiedyś przyjdzie taki czas.
Jak to się dzieje, że architekt nagle przekształca się w czołowego polskiego artystę muzycznego. A jego dzieła są nagradzane nie przez znawców architektury ale publiczność i muzyków. Masz na koncie złote i platynowe płyty a ostatnio 3 Fryderyki. Nie mogłeś usiedzieć w biurze?

Nie wiem jak to się stało tak naprawdę. Bo ja zawsze planowałem, że zostanę architektem i udało mi się studia architektoniczne skończyć. Natomiast muzyka jednak wzięła górę.
Ale ja się od architektury nie odcinam, bo cały czas coś projektuję. Jestem czynnym architektem. Powstało kilka budynków według mojego projektu na Podhalu. Nie odciąłem się, ale muzyka zdecydowanie przeważa.
A to, że dostaliśmy nagrody? No sam jestem tym zaskoczony, że to aż tak daleko zaszło. Bardzo się z tego cieszę.

Czy jako architekta fascynuje Cię styl stworzony przez Stanisława Witkiewicza w Zakopanem. Czy może ten typ sztuki, jako góralowi, już Ci spowszedniał?

To jest piękny styl. Chwała Witkiewiczowi za to, że tak go rozwinął. Był nawet taki plan, by był to styl narodowy Polski. Taki był pomysł w 20-leciu międzywojennym.
Ta architektura dzięki niemu zyskała sławę, rozgłos, zjeżdżają ludzie z całego świata i ją podziwiają. Ona ma coś w sobie magicznego.
Aczkolwiek ja już w tej chwili preferuję architekturę bardziej nowoczesną. Polegającą ma tym, że by łączyć te tradycyjne rozwiązania, którymi posługiwał się Witkiewicz z jakimiś nowymi formami, ze szkłem często. Więc to też ewoluuje.
Zakopane kojarzy się dziś często z kolejkami na Giewont, kebabami i lejącym się piwem. Gdzie Ty odnajdujesz teraz to prawdziwe Zakopane?
No rzeczywiście, to jest trudna sprawa. Ono się już tak skomercjalizowało. Sami górale też zaniedbali. W takim sensie, że jest dużo dzikiej zabudowy i to Zakopane zaklejone jest billboardami, reklamami.
Trochę ubolewam nad tym, przykro mi z tego powodu. Mam nadzieję, że ci ludzie, którzy rządzą tym miastem i decydują o takich rzeczach w końcu się opamiętają. Zanim nie będzie za późno.
Natomiast, no cóż. Zostały nam góry. Tam jest wiele pięknych zakątków w dolinach i tam zawsze można tę prawdę odnaleźć.
Jaki był ten wasz dom rodzinny? Jeśli oczywiście mógłbyś choć trochę o tym powiedzieć.
Ja się wychowałem w domu góralskim. Z babcią, z dziadkiem. W drewnianym, góralskim domu gdzie nie posługiwali się językiem literackim, polskim tylko gwarą. Byłem mocno osadzony w tej tradycji góralskiej.
Trzeba mieć świadomość, że granie jest bardzo modne na Podhalu. Wielu młodych chłopców chce to robić, bo to jest prestiż, honor, że potrafi na czymś zagrać. To także dotknęło mnie.
Poza tym ja miałem w rodzinie muzykantów. Mój brat starszy gra na kilku instrumentach. Mój ojciec też gra na skrzypcach więc miałem skąd brać ten przykład.

Kiedyś powiedziałeś, kiedy nadchodzi halny, to czujesz jak Cię nosi. Gdzieś byś poszedł, pobawił się, popłakał. Prawdziwi górale-twardziele płaczą?

Myślę, że jak człowieka stać na łzy to dobrze o nim świadczy. Czy wszyscy górale płaczą? Nie wiem. To nic złego na pewno. Ja myślę, że mi się zdarza uronić łzę i że tak powinno być. Każdy ma inną wrażliwość.
Ale tych, których znam, których mam w zespole to wrażliwi ludzie. Utalentowani czy to muzycznie czy to artystycznie np. rzeźbiarsko. Coś jest w tamtym miejscu, w tamtym klimacie.
Polacy, którzy mieszkają na Wyspach są zdumieni, kiedy dowiadują się, że odrzucasz komercję, sławę a kolorowa popularność Cię nie interesuje. A liczy się to, co w sercu, w muzyce i między ludźmi prawdziwe. Czy da się pogodzić takie zasady na co dzień, w epoce kontraktów, rozliczeń, tantiem?
Ja myślę, że tak trzeba. Na tym to polega.
Trzeba być sobą, trzeba być prawdziwym, nie wolno udawać kogoś, kim się nie jest. Ja akurat dobrze się czuję idąc tą drogą. Nie wyobrażam sobie, bym miał z niej zbaczać. Bo by to było wbrew mojej naturze, robiłbym coś wbrew sobie.
Czy kochając, jak mówiłeś kilka lat temu, wciąż cierpisz? Czy może już się przyzwyczaiłeś, że rozstanie jest częścią tej prawdziwej, niesamowitej relacji między ludźmi?

Ja się nie skupiam na tym w tej chwili. To, co kiedyś przeżywałem, kiedy byłem młody to mnie doświadczyło na pewno. Ale to, co było – minęło. Człowiek idzie dalej, do przodu. Świat jest przed nim otwarty. Nie oglądam się za siebie.

Jak człowiek, jako artysta dostrzegasz zawiłość i kruchość kontaktów między kochającymi się ludźmi. A z drugiej strony Twoje teksty przesiąknięte są ponadczasowymi uczuciami. Dlaczego dziś ludzie tak często się rozstają? Dlaczego dziś tak trudno kobietom i mężczyznom o trwałość relacji?

Jeśli tak się dzieje, to się dzieje źle. Bliskość drugiej osoby to jest największe szczęście, jakie może spotkać człowieka. Posiadanie rodziny, posiadanie tego miejsca, do którego się przychodzi, gdzie ktoś na ciebie czeka. Gdzie możesz naładować akumulatory, zebrać siły do dalszej walki, do dalszego działania. Lepiej nie można.
Natomiast różni są ludzie na świecie. Niektórzy nie potrzebują nikogo bliskiego. Wolą być sami. Nie wolno oceniać. Każdy człowiek jest inny i każdy ma inne preferencje. Ja zdecydowanie skłaniam się do rodzinnego życia.
Fryderyka otrzymałeś za piosenkę „Pójdę Boso”. To utwór bardzo głęboki duchowo. Po raz kolejny, po utworach „Cy To Ta”, „Bóg wie gdzie” masz odwagę, na przekór modzie, śpiewać o wieczności. Mając dopiero 36 lat odczuwasz przemijanie?
Tak. Ja myślę, że trzeba o tym mówić głośno, bo przemijanie dotyczy każdego z nas. Nie ważne ile mamy lat. Jak człowiek jest młodszy to o tym nie myśli. Ale z wiekiem ten motyw, to zjawisko w głowie gdzieś tam się pojawia.
Śmierć może spotkać nas w każdej chwili. Człowieka, który ma 15, który ma 60, 80 lat. Trzeba to oswajać. Jeśli nam się uda to zrobić to łatwiej nam się będzie żyć. Łatwiej nam będzie iść przez życie. Radośniej będziemy mogli ten czas tu spędzać.
Jest u Ciebie głęboka refleksja a z drugiej strony wasze koncerty to wielka eksplozja radości, życia i szczęścia. Ludzie fantastycznie się bawią, przejmują od Was dobrą energię i zarażają nią innych. Gdzie tkwi tajemnica wielkości Zakopower?
Trudno mi odpowiedzieć. Trzeba by zapytać ludzi, którzy na nasze koncerty przychodzą. Z tego co ja mogę przypuszczać to pewnie w naszej muzyce jest dużo prawdy, dużo emocji. My kochamy to co robimy więc to też słychać na scenie.
Poza tym się przyjaźnimy. Lubimy ze sobą być, lubimy ze sobą grać, lubimy spędzać czas. A to też przekłada się na jakość koncertów, na jakość muzyki, którą tworzymy.
Myślę, że to o to chodzi.
Rozmawiał Robert Rewiński dla Emito.net
W artykule wykorzystane zostały zdjęcia: Diadioo Art Studiahttp://www.diadioo.netgaleria.eu/ oraz Moniki Jakubowskiej http://www.facebook.com/Three.Dragonflies?ref=tshttp://www.three-dragonflies.com/