SOBOTA Z GWIAZDĄ- Rozmowa z Małgosią Babiarz, z zespołu MEGITZA

Foto: Margaret Kielb
„Megitza” nagle zawojowała polskie serca. Ten kolorowy zespół przyjechał z Chicago, gdzie muzyczna przygoda miała swój początek. Ich koncerty to wulkany energetyczne, porywające nawet staruszki do tańca na stole. Niesamowite połączenie róznych gatunków muzycznych, charyzma, wielokulturowość, językowa wieża Babel. O tym jak kim są, jaką muzykę grają i dlaczego raz o życiu na emigracji opowiada nam dziś Małgosia Babiarz- wokalistka a zarazem trzon zespołu.

Megitza…co to znaczy?
Megitza to Maggie, imię, które nadali mi nauczyciele w high school, w wersji „cygańskiej.”

Dlaczego wybrałaś akurat kontrabas na swój instrument, tyle jest bardziej kobiecych instrumentów, jak skrzypce, fortepian czy flet?

 Konrabas kojarzy się jako mocny, twardy instrument, bardzo męski.

Nawet nie miałam pojęcia, ze istnieją takie stereotypy. Kontrabas to najpiękniejszy instrument i pasuje każdemu. Zachęcam wszystkich do gry na kontrabasie – a zwłaszcza dziewczyny!


Czy jako jedyna kobieta w zespole jesteś jego „sterem, żeglarzem i okrętem” czy obowiązuje demokracja?

Foto: Gosia Falecka
Staram się słuchać chłopaków i szanuje ich zdanie. Często spięcia są spowodowane odmiennymi poglądami muzycznymi, ale bywa również, że estrogen walczy z testosteronem (śmiech).

O czym śpiewasz?

O tym co szczere i prawdziwe. Śpiewam o tym co sprawia radość, o tym co przyprawia o łzy i smutek, o tym co żyje i o tym co odeszło…

W waszej muzyce słychać wpływy cygańskie? Czy masz cygańską naturę?

Cygańska natura może być różnie definiowana, więc nie wiem. Wiem, że kocham podróże i często nawet miesiącami żyję na walizce! Kocham grać i śpiewać ludziom, obserwować jak reagują na moją muzykę – a oni tańczą, płaczą i się śmieją. Po jednym z koncertów pewna Pani mi powiedziała: „Mam sześćdziesiąt lat a dzisiaj tańczyłam na stole i po raz pierwszy czuję, że żyję. Dziękuję!” – dla takich momentów warto żyć.

Powiedziano o Was- „Megitza to koncertowa rewelacja- niezwykły głos, charyzma i uroda”. Jak to się stało, że zaczęliście wspólnie muzykować i koncertować na całym świecie?

Foto: Margaret Kielb
W Europie odnalazłam wspaniałych muzyków. Są ambitnymi, utalentowanymi, lecz przede wszystkim szczerymi ludźmi. Jarek Dzień, Kuba Mietła i Damian Niewiński – oto ludzie, z którymi tworzę nowe brzmienia. Znalezieni zostali przeze mnie w Krakowie. Gramy, między innymi, moje oryginalne kompozycje, utwory mojego przyjaciela Andreasa Kapsalisa, z którym założyłam zespół Megitza Quartet w Chicago, oraz oryginalne kompozycje Jarka, gitarzysty. Aranże to długie próby i wspólna praca.

Skąd czerpiecie inspiracje?

Inspiruje życie, ludzie i ich historie. Często samo uczucie inspiruje i nadaje sobie melodię. Miłość, ból, wzruszenie, rozczarowanie, tęsknota, czy żal…

Ostatnio motywy ludowe są wykorzystywane w modzie, we wnętrzach, czy swoista moda na folk pojawiła się także w świecie muzycznym?

Foto: Margaret Kielb
Mam nadzieję! Gramy muzykę o głębi etnicznej bo to kochamy, a nie dlatego, że folk jest trendy. Muzyka zaczęła się gdzie się pasły krowy, zanim pojawił się internet, telewizja i efekty specjalne. Pop, rock, techno, rap, jazz – wszystko zaczęło się od folku, chociaż niektórym ciężko się z tym pogodzić.

Jak określiłabyś typ muzyki, którą tworzycie?

 
Gramy worldbeat, czyli muzyka etniczna połączona z różnymi rytmami.
Spajamy na nowo folk z jazzem, rockiem, dancem. Mam na koncie trzy albumy. Pierwszy „Boleritza” to moje dziecko, na którym są pieśni o tęsknocie emigranta. Dużo sentymentów jak i oryginalne kompozycje: bałkański Nowy Orlean, polska bossa nova, Romski blues, góralskie tango i tradycyjna melodia o wesołej dolinie w Tatrach. „Legenda”, wydana w tym roku to dojrzałe brzmienie kwartetu Megitza, zbliżone do koncertu live, z utworami, o które prosili fani przez lata koncertów. Na trasie europejskiej minionego lata ta płyta przodowała w popularności. „Megitza” to ostatni album, też wydany tego roku, to anglojęzyczny krążek o smaku etno. To mój prezent dla młodego pokolenia.

Kochasz życie?
Nad życie!

Dlaczego wyemigrowałaś?
Wyemigrowałam, bo jestem wielką marzycielką. Chciałam spełnić ambicje, poznać, ludzi i kultury świata. Podróże kształcą a ja pojechałam po lekcję życia.

Jak się żyje w Chicago?

Chicago jest fantastycznym miastem dla artystów. Dużo się dzieje. Wszędzie gra muzyka, na żywo nawet do piątej rano. Chicago to miasto emigrantów, a co się z tym wiąże: miasto smaków świata. Restauracje specjalizujące się w unikatowych kuchniach, w nich fanatycy dobrego wina i ciekawi otoczenia. Chicago jest bardzo inspirujące!

Czy tęsknisz za Polską? Często wracasz?

Zostaję teraz w Polsce na dłużej. Tęskniłam!

Czym się różni wasza widownia w Stanach od tej w Polsce?

Nie ma wielkiej różnicy. Wszyscy muzykę czują, szanują, zaś każdy ją przeżywa na swój sposób. Kocham wszystkich tak samo i gram pełnią serca na obydwu kontynentach.

Jaka jesteś prywatnie, jak byś miała wybrać ulubioną bohaterkę filmową, kim byś była?


Myślę, że mogłabym zagrać panią detektyw, lub walczącą o sprawiedliwość aktywistkę.

Czy uroda pomaga czy przeszkadza w karierze?
Uważam, że bez względu na rodzaj wykonywanej pracy należy o siebie dbać.

Czy spełniasz powoli swoje marzenia?
Spełniam marzenia i jestem co dzień wdzięczna za wszystko.

W 2004 roku uzyskałaś najwyższy wynik w Narodowym Teście na Inteligencję, jak się czuję jedna z najbardziej inteligentnych Polek na emigracji?

Foto: Margaret Kielb
Wtedy miałam 19 lat. Cieszyłam się, że moi rodzice byli ze mnie dumni, bardziej niż z samego wyniku.

Czy to wyróżnienie w czymś ci pomogło?

Skumulowało się na dobre rzeczy. Może kiedyś jeszcze pomoże.

Obecnie wiele jest tzw. talent shows. Czy wzięłabyś udział w jednym z nich? Czy uważasz, ze tego typu programy pomagają muzykom zabłysnąć czy raczej szkodzą, wybijając jedynie przeciętniaków na gwiazdy sceny?

Chętnie spróbuje moich sił w talent show. Takie programy na pewno nie szkodzą tym, którzy nie wyobrażają sobie życia bez muzyki i ciężko pracują żeby osiągnąć cel.



Jeśli nie muzyka to co?
Maggie Babiarz z tatą
Muzyka.

Jako mała dziewczynka lubiłaś gawędzić, pamiętasz jeszcze jak to było?
Pamiętam. Do dziś dużo gawędzę.

Śpiewasz w wielu językach m.inn.: po romsku, macedońsku, słowiańsku, polsku, angielsku, czy znasz je wszystkie?

Niestety nie, ale uwielbiam różnorodność  języków, są jak muzyka same w sobie. Chętnie uczę się nowych języków.

W Stanach jesteście już znani, macie fanów, teraz Europa. Myślisz, że będziecie równie popularni?

Mam nadzieję, że fani w Europie odnajdą dla siebie coś pięknego w naszej muzyce. Dziękuję za dotychczasowe ciepłe słowa wsparcia. Ostatnie dwa miesiące koncertów w Europie to był dla mnie szczególny czas inspiracji.

Wymarzona muzyczna współpraca…

Orkiestra Symfoniczna Royal Concertgebouw!

Za tobą trasa koncertowa w Polsce, jak było?

Rewelacyjnie. Podhale, Śląsk, Beskidy, Podlasie, Pomorze, miasta małe i duże, a tam: serdeczność i kochani ludzie. Dziękuję!

Bywasz w świecie, kiedy zawitasz w Londynie na koncercie? 

Mogłabym nawet jutro! Pragnę pojechać do Londynu, zagrać, poznać i cieszyć się razem z Wami.

Najbliższe plany…

Płyta na Święta – już trwają prace.

Bardzo dziękuję za rozmowę.
Również dziękuję.

Z Małgosią Babiarz- trzonem zespołu Megitza rozmawiała Gosia Szwed

Zdjęcia: Margaret Kielb i archiwum własne artystki