SŁOWO NA NIEDZIELĘ- O październiku, odchodzeniu i egoiźmie…

Październik jest dla mnie miesiącem szczególnym. Nie tylko dlatego, że jesień na serio pokazuje już swoje oblicze, ale także ze względów osobistych.

W tym bowiem czasie przyszłam na świat, podobnie jak wielu moich przyjaciół. Cieszymy się wspólnie tymi chwilami, co roku przeżywając swoje przybycie na ziemski padół. 

Niestety jest to też miesiąc, którego szczerze nie lubię. Swoista trauma miesiąca października ma związek z odchodzeniem. Wiele najdroższych mi osób odeszło właśnie w tym czasie. Jednych zabrało życie, innych co gorsze- śmierć. Co roku przeżywam ten czas inaczej, mniej lub bardziej dojrzale, godząc się lub walcząc  myślami o prawach naturalnych.

Co roku pytam, dlaczego? Co roku zastanawiam się dlaczego odchodzą ci najbliżsi, dobrzy, niewinni, najlepsi? Jak pogodzić się z tą niesprawiedliwością? Dlaczego nie ludzkie świnie, dlaczego nie podłe żmije, a ludzie wartościowi. Każdy jest kochany przez kogoś, każdy ma swoje 5 minut, choćby to było pierwsze 5 minut życia, kiedy był zwykłym, dobrym człowiekiem.

Egoizmem jest sądzić, że zawsze możemy uratować osobę, którą kochamy. (J. Carroll)

Później niedojrzały, jeszcze mleczny, pieluchowy egoizm zamienia się w paskudny dojrzały, wyrachowany i świadomy. Nagle okazuje się, że myśl o własnym JA przysłania wszystko. Wszystko kręci się wokół własnej osoby, taki teatr jednego aktora, w którym bierze udział masa niemych statystów. Wszystko nagle jest sceną, życie i lud scenografią. Maska za maską, wilk owcą, zajączek lwem, i tak biegnie aktor przez życie. Rani wokół, niszczy wszystko, to co zostanie za nim i tak nie ma znaczenia. On JEST i BĘDZIE, nikt go nie powali. Czy egoizm jest zdrowy?

Egoizm właściwy nie da się absolutnie obronić, jest bowiem sprzeczny sam w sobie: nie dostrzega on, że uznając jakąś rzecz za moje własne dobro, muszę uznać ją za dobrą bezwzględnie, albo też za rzecz wcale nie dobrą. (G.E. Moore)

No właśnie, pytam dziś, na ile dziś ludzie myślą o dobru ogółu, czy potrafią na chwilę wyrwać się z matni obojętności i walczyć o świat? Czy potrafisz zapomnieć o sobie? Czy możesz powiedzieć, że przeżywasz swoje życie w zgodzie ze światem, w harmonii? Czy dajesz mu jedynie ochłap, grając na pokaz, dając monetę dla świątecznej pomocy, wspomagasz bezdomnego dwugroszówką, może nie jesteś egoistą bo służysz komuś i nie pobierasz za to opłaty? Czujesz się dobrze, że swoim egoizmem?

Masz prawo! Jesteś człowiekiem, twoje ciało i umysł są twoje. Egoizm też do Ciebie należy. Zabierz go i się nim nie dziel, nie rób tego na siłę, nie walcz wbrew swojej naturze.  Nic nam do tego, wybór wyborem. Tego akurat nie zabierze Ci nikt. Inaczej widzi Cię jednak świat…

Jak odchodzisz duszą, tracisz dusze wokół siebie, jak odchodzisz ciałem, Bóg jeden wie co tam Cię czeka. Jakbyś go nie pojmował czy nie pojmował wcale, dla nas Ziemian, tych co zostali,  odejście to finito. Przestajesz być, nie pełnisz społecznej funkcji życiowej. Nam zostaje smutek, trauma, nie zostaje fizyczeństwo. Pomyśl zatem dziś jak chcesz odejść, jak chcesz, żeby o Tobie myślano, jak pomóc tym, którzy pozostaną za Tobą? Szykowanie planu na przyszłość powinno obejmować nie tylko spisanie aranżacji spadkowych, ale także słów dla tych, którzy z egoizmem śmierci pogodzić się nie mogą…

Tekst: Gosia Szwed
Zdjęcia: internet