SŁOWO NA NIEDZIELĘ- O języku miłości…

Foto: Thomas Philip

“C U, LOV U”

Dziś będzie o języku. Jak wiadomo język to ukształtowany społecznie system znaków, zbudowany z szeregu wyrazów, morfemów, zwrotów, wyrażeń, oparty o reguły fonologii i składni. W skrócie mówiąc, kiedyś narody umówiły się, że porozumiewać się będą za pomocą ustalonych reguł, będą przekazywać z pokolenia na pokolenie systemy tworzenia wypowiedzi.

W języku polskim i angielskim najpopularniejszym szykiem jest SVO czyli podmiot, orzeczenie, dopełnienie…To tyle teorii. O niej akurat świat zdaje się zapominać.

Oczywiście podstawową sytuacją, w której zaistnieć potencjalnie ma komunikacja, jest obecność nadawcy i odbiorcy.  Kiedyś te dwie osoby spotykały się na prywatce, wpadały sobie w oko i rozmawiały póki świt ich nie rozłączył, odkrywając przed sobą tajemnice życia. Wieczory wtedy pachniały świecą, stoły pokryte były serwetą, w powietrzu unosiły się feromony. Później przyszła era telewizorów, odbiorników radiowych i komunikacja międzyludzka nieco się zredukowała. Przynajmniej wieczory okazały sie łaskawe dla tych, którzy nie lubili otwierać ust. Jeszcze nie tak popularne były wówczas telefony, internet był jedynie w umysłach futurystów.

Pan zasiadał z panią i oglądał „Czterech pancernych”, wieczorem zdarzało im się zerknąć na „Tulipana” w nieco późniejszym czasie. Wraz z pojawieniem się przekaźników  „słowo” pomiędzy dwojgiem ludzi zaczęło zanikać, interakcja ciała, oddechu, wpływ zapachu, otoczenia, sytuacji, straciły nagle znaczenie. Miłość bowiem, stała się bardziej w przedmiotach zakochana. Marzeniem każdego domostwa był telewizor i łatwy przekaz. O wiele łatwiej było poderwać pannę, posiadając odbiornik bo i kobieta stała się bardziej wygodna. Jakże prościej jest zasiąść jest przed odiornikiem niż zwyczajnie, po ludzku porozmawiać, zainteresować intelektem, wiedzą ogólną czy błysnąć kreatywnością. Włącz telewizor, „zdejm kapelusz” i już.

I oto przyszedł wiek XXI…nikt się nie spodziewał,jeszcze za czasów młodości naszych rodziców, że pojawi się coś takiego jak internet, sms-y i Facebook czy Twitter. Konwersacja kochanków pierwszej młodości zanika. Związki budują się na słowach, które nie mają granic, nie znają wyłączników, nie mają barier ani wychowania. Niewinne podchody, podglądanie dziewczyny zza rogu, nieśmiałe spojrzenia w jej stronę, odeszły do lamusa. Dziś wystarczy „zagadać” na Fejsie i po sprawie. Jak ona zmieni status z „single” na „in relationship”- to chłopak osiągnął juz pełnię sukcesów swoich zalotów. Podchodów brak, zalotów brak, za to notuje się duży wpływ kreowanej medialnie rzeczywistości. I nagle nastolatka myśli, że życie to budowanie relacji z szeregiem „fuck buddies”, którzy wymagają jedynie dostępności w określonym czasie i miejscu.  Uczucie..a bardzo proszę, to jest to o czym mówią w starych filmach. Nowoczesna młoda kobieta to przecież świadoma swojej seksualności, aczkolwiek bezmyślna kwoczka, która czuje jedynie znaki na klawiaturze. Ptaki, jak wiadomo, w celach wywołania piorunującego efektu na partnerkach, się puszą, gdaczą, chodzą za panną krok w krok. Ludzie natomiast w odróżnieniu od całej przyrody, jako istoty ponoć najbardziej rozumne, włączają komputer, MSN, Skype, Facebook, czaty i portale randkowe. I to ma się nazywać postęp?

Semantyka stosowana w chwili obecnej zapewne zajmuje się odkodowywaniem szyfrów, zamiast znaczeniem słów. LMAO, CU, LOVE U, X zamiast pocałunku, O zamiast przytulenia. Wygląda to  nieco jakbyśmy się cofali do epoki kamienia łupanego. Pismo obrazkowe, wykorzystywane w owym czasie, ma odzwierciedlenie w dzisiejszych symbolach.  Mowa ciała natomiast w ilości owych szyfrowanych znaków. No ale trzeba przyznać, że chcociaż ślad po nas zostanie…

Miłosć na językach stała się dużo bardziej śmiała i wyzwolona. Kabel nas nie widzi, najczęściej wyobraźnia toruje drogę do serca wybranki/a. Wystarczą dwa komputery, metry kabli światłowodowych, kilka kliknięć i już. Mamy sobie zakochany świat, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ot „power on” i „power off”. „Dziś mnie kochasz, jutro nienawidzisz..”- śpiewał przed laty zespół Sweet Noise. Wciąż dla mnie jest to swoisty hymn dzisiejszego świata miłości. Wystarczy jeden nierozważny krok, nieodpowiedny status na Fejsie, odebrany sms od innej kobiety, znaleziony mąż pod pseudonimem na portalu randkowym i miłość nagle się wali jak domek z kart.

Dziś chciałabym życzyć Wam odnalezienia sensu w Waszej miłości, tego czegoś co wraz rozwojem cywilizacji zostało utracone, choć na chwilę zapomnienia o istnieniu komunikatorów społecznościowych, śledzenia statusów wybranka, stanu jego konta, a w zamian za to wyjścia wspólnego na spacer, wspólnego oddychania, wspólnej kawy i refleksji nad wartością Waszego właśnie uczucia, niezależnie od tego czy właśnie się rodzi czy trwa od lat. Może odkryjecie na nowo język Waszej miłości?

Z serdecznym pozdrowieniem,

Gosia