SŁOWO NA NIEDZIELĘ- Memento mori!

“Memento mori” (pamiętaj o śmierci)

Śmierć założycielki fundacji „ Rak’n’ Roll”-  Magdy Propokowicz, zmusiła wielu do zastanowienia się nad tematem przemijania. Magda po diagnozie raka złośliwego, wzięła życie w swoje ręce i parła do przodu, póki jej starczyło sił. Dziś tańczy z aniołami i opowiada im zapewne historie ludzkich nieszczęść, które na Ziemi dane było jej zobaczyć, brzydactwa podłej natury, wybryki boskie, niesprawiedliwości i durne poczynania ludzkie.

       Rak to nie wyrok, z rakiem można żyć, można z nim być szczęśliwym. Podobnie jak ze stwardnieniem rozsianym, zanikiem mięśni, niepełnosprawnością… liczy się jakość, nie ilość. Czy łatwiej nam być szczęśliwymi jak znamy choć w przybliżeniu czas odejścia, jeśli możemy zaplanować choć trochę jak to będzie wyglądało, pożegnać się z tymi, co należy, przeżyć to, na co zawsze nie starczało nam czasu?

       Odejście Magdy dało mi osobiście wielkiego kopa  w tyłek.  Była w moim wieku, miała swój mały, szczęśliwy świat- dziecko, które było cudem natury, nie miało się narodzić a jednak dostało w prezencie kilka chwil z mamą, którą na pewno na zawsze zapamięta. Te momenty sprawiły, że Magda przeżyła złe omeny, dały jej siłę do bycia mamą i kobietą spełnioną, mimo że medycy orzekli inaczej, podawali jej na tacy jej koniec.  Oglądałam wczoraj kilka wywiadów z Magdą i uderzył mnie jej niezwykły spokój, normalność i pogoda ducha. Tak normalnie mówiła o chemioterapii, tak uśmiechnięcie wspominała o życiu i swojej działalności, o szarości, o modzie, o łysej głowie.  Wiedziała, że odejdzie, wiedziała że jej czas jest krótszy, a jednak trwała w swoim szczęściu. Mój czas to moje życie, moja świadomość bycia między ludźmi i dzielenia wartości, moje podwórko, krzak, kwiat, kot, kurczak w sosie śliwkowym, truskawki na stole, trójka dzieciaków z ich małymi przywarami.  Mój domowy danse macabre. Zdrowym ludziom zawsze się wydaje, że mają czas na szczęście, ono jest gdzieś w perspektywie. Ten kto nie marzy o kolejnym dniu życia, chyba nie może do końca czuć jego wartości.


     Im masz więcej, tym więcej pożądasz. Od śmierci nie ma odwrotu, nie kupisz jej, jej nie zatrzymasz, choćbyś się modlił, był dobry dla ludzi, ona po prostu niektórych i tak zabierze przedwcześnie. Jednak nieważne ile ci zostało, jutro może okazać się, że dzień lub rok, żyj tak, abyś niczego nie załowała, zrobiła wszystko czego chcesz, nie odkładała śmierci na później a miała jej świadomość. Nie czuję ograniczoności swojego czasu więc moje rzeczy wydają się zwykle i mało znaczące. Limitacja produktu podnosi jego wartość. Moim produktem stało się życie. Zainspirowała mnie…


Postanowiłam żyć własnym, a nie oczekiwanym ode mnie, życiem, spakować swój świat, który lubię i zabrać go tam, gdzie będzie szczęśćie, dobro, uśmiech i Ja.

“Memento Mori”– ze średniowiecznym pozdrowieniem, słowo na niedzielę.
Gosia Szwed

Halina Poświatowska
***
Kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy – w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę – co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i kolor jest chłodny