Seks w wielkim kościele

 

Tekstów o ustawie aborcyjnej w necie bez liku. Mam i ja. Wczoraj z ambon poleciał list od biskupa. W polskiej ojczyźnie rozpusty katolicznej, na ołtarzu pochwały dwulicowości, zabrzmiały hymny pochwalne dotyczące projektu Ustawy Aborcyjnej, która zakłada wykluczenie możliwości usunięcia życia poczętego w skrajnie tragicznych sytuacjach życiowych. Jak życie jest każdy widzi, kilka słów, wujek Google i pełny obraz. Mały dzidziuś sobie pływa, po kilku tygodniach już nawet nie wygląda jak gad, jakieś mu kończyny wyrastają. No nie da się ukryć, że choć nie myśli, też człowiek. O tym czy trzymiesięczny człowiek to człowiek czy tylko zarodek, czy czuje czy generalnie zwisa mu to czy go pokroją, nie ma co dyskutować. Fakty są obiektywne, niezaprzeczalne i każdy ma swoje sumienie co z tym fantem zrobić.

Co jest jednak faktem równie niezaprzeczalnym- Polski na dzieci nie stać, a już szczególnie na te, których prawo do życia pogwałcono od razu na początku drogi życiowej, ani na te, które od pierwszej fotki widać, że zdrowo do przedszkola nie podreptają jak mamusia i tatuś zechcą je utrzymać.Nie ma kraju na świecie, który zmusza kobiety do wydania na świat dziecka zupełnie niechcianego, zupełnie niezdolnego do życia samodzielnie i takiego, które w wielu przypadkach matkę do grobu wpędzi by zachować szansę na nowego członka społeczeństwa, który zarobi na emerytury swoich rodziców. Nowa polska ustawa tak właśnie wygląda. Zero tolerancji dla aborcji. Nie pyta o konsekwencje, nie pyta o błędy, a daje magiczne rozwiązanie- poczęłaś kobieto, to urodzisz, chcesz czy nie, przezyjesz czy nie. Nieistotne są konsekwencje, liczy się to, że odkąd popełniłaś błąd lub ktoś czynu zabronionego na tobie dokonał, to już koniec. Brzemię niechcianego poczęcia będziesz nosić już całe życie.

Wcale nie dziwię się oburzeniu kilku panien, które opuściły kościoły podczas odczytywania listu episkopatu w Warszawie i w Gdańsku  gdy przed nimi zamiast wizji zbawienia roztoczyła się gra polityczna i zabawa w kalambury. Jak można psy wieszać na pannach, które poczuły się w obowiązku swoją postawą zaprotestować przeciwko mieszaniu polityki ze światem ich ducha? W końcu człowiek biegnie do tego kościoła szukając ukojenia, odskoczni, natchnienia, wyciszenia, chce pogadać z Bogiem czy też go za coś zbesztać. Tak to miało być. Nie idzie na reformacyjne „Seks w wielkim mieście”. Czasy ciężkie, wola wolna targana pokusami, czasami się jakiś kołtun zaplącze. Szpilki, wino mszalne, był on i ona, coś się zdarzyło. Nie w czas i nie w porę. Krew nie wino (niestety), ani woda. Jak przyśpieszy to już koniec. Katoliczna mama z obrazka da radę. W tradycji ma zapisane cierpienie. Gorzej z taką, która krzyczy „nie,” a dusza tego drugiego wciąż śpiewa. Nie pyta a błądzi. Daje do pieca. I tak drogą naturalną, bez zezwolenia, powstaje nowe niechciane poczęcie. Wg projektu najnowszej ustawy- trudno, tak ma być, co Bóg dał, człowiek niech nie rozdziela. Dwa w jednym- dał faceta, dał dziecko. Nie ma opcji. Z traumą czy bez, z buntem głowy i macicy, masz urodzić i żyć długo, i szczęśliwie. Koniec bajki.

Wg przeciwników natomiast, człowiek ma prawo decydować. Kobieta jako istota homo sapiens, charakteryzująca się inteligencją, wykorzystująca dar logicznego myślenia, sama ma wybierać czy chce aby jej zygota stała się człowiekiem na jej utrzymaniu, czy chce aby owoc gwałtu żył z nią. Spór pro roztacza się również wokół misji wychowania dziecka chorego, test na wytrzymałość. Poczęłaś, urodzisz. Chore czy nie, warzywko też m prawo do życia. Prawda to. Jednakże jeśli podejdziemy do tematu z puktu widzenia czystej biologii, bez uczuć, bez wiary, a naturalistycznie- najsłabsze osobniki w przyrodzie są zazwyczaj usuwane. Wśród ssaków- najczęściej zabijane tuż po porodzie. Jeśli już słabeusz się trafi, zazwyczaj się pałęta gdzieś na obrzeżach stada, odrzucany przez swoją społeczność i rodziców. W Polsce tymczasem będą się pałętać niechciane poczęcia bo za grzech rozpusty trzeba zapłacić, za wszelką cenę, odpokutować i tu „zdrowaśki” już nie pomogą. Unikat w skali światowej, niezależnie czy patrzymy z punktu widzenia państwowości czy też prawa naturalnego.

A tu kinder niespodzianka. Ci, którzy o rodzicielstwie ani ciąży, porodzie i życiu realnym nie mają pojęcia, za to noszą sukienki i patetycznym głosem wygłaszają kazania, podszywają się pod Boga i uważają, że mamy każde ich słowo zjeśc jak czekoladę i doszukać się atrakcyjnego wnętrza. Nie jest istotne jak bardzo oderwane jest ono od rzeczywistości. Nawet w kontekście programu 500+. Brzydkie to po prostu i smutne. Są bowiem inne sposoby, żeby dać szansę tym, którzy od pierwszej sweet foci zamiast łez szczęscia generują smutne grochy. Są bowiem szczęśliwe i godne podziwu rodziny z dziećmi obdarzone chorobą przez los. Są tacy, którzy wiedzą,  rodzą i fajnie. Jednak nie każdy jest do tego zdolny. Jesteśmy tylko ludźmi, słabymi, niewytrzymałymi, często zagubionymi. Życie z dzieckiem niepełnosprawnym w Polsce to niemal bohaterstwo, a nie każdy jest zdolny do heroizmu. Nie każdy jest też w stanie poświęcić swoje życie dla nieznanego poczętego. Działa tu zwykły instynkt przetrwania. W tym momencie głoszenie patetycznych kazań na temat obrony życia poczętego nie ma sensu i uwłacza dobrej woli. Żyj i pozwól żyć innym. Nie wpędzaj ich w chore poczucie winy. Pokaż co masz do powiedzenia. To prosty marketing, elementarna wiedza dla każdego klechy, który chce ingerować w zwyczajowośc swojego stadka. Obrazki działają na podświadomość o wiele bardziej niż słowa najdostojniejszego biskupa. Najważniejsze jest bowiem, że wiesz co robisz, że masz świadomość. Wybór jednak powinien należeć do Ciebie bo żadna ustawa nie zlikwiduje podziemia aborcyjnego. Jeśli człowiek czegoś naprawdę nie chce, zawsze znajdzie sposób, żeby się tego pozbyć. Jeśli jednak ma pełną świadomośc tego co robi,  dokonuje trudnego wyboru, przyjmując na klatę wszelkie tego konsekwencje. Po co zajmować się sianiem głupoty i szczepieniem na bezmyślność? Później cały naród zamiast się łączyć i walczyć o wspólne dobro, spędza czas na walce o maski. Internet zalewa się papką, wzbudza emocje, które można by było spożytkować na rozwój, a nie archaiczną wojenkę.