Promo video Polski- hit czy kit?

Autor: Gosia Szwed

Klip promujący Polskę, który pojawił się w sieci kilka dni temu bije rekordy popularności. Bajka opowiedziana słowami chłopca ma przybliżyć obcokrajowcom polskie wartości, tradycje i historię. Polskie media zachwycają się jakością produkcji, kreatywnością twórców, choć nie szczędzą krytyki za niedociągnięcia w obrazie.

Oglądając filmik można się wiele nauczyć o własnej ojczyźnie. Po pierwsze w państwie polskim rządzą tatusiowie. To oni decydują gdzie pojedziemy, co robimy i co zobaczymy. Ojciec rodziny ma luksusowy samochód, mama zgrzebną retro sukienkę z minionej epoki i oprowadza dziecię po polskiej bajce, tam gdzie ojciec każe. Dzięki temu na pierwszy plan wyłania się stado osiłków, którzy wyciągają z wody stadion gdański, który z nieco feministycznym akcentem, przypomina bursztyn. Nie mam pojęcia dlaczego akurat stadion gdański okazuje się być symbolem polskiej architektury, landmarkiem Polski czy czymkolwiek miał być. Z obiektywnego punktu widzenia stadion przypomina statek kosmiczny, który wyrasta z wody ku zdziwieniu opalających się pań. No ba, ja bym raczej w popłochu z miejsca zdarzenia uciekła, ale nie gdańszczanie przecież. Oni są bowiem do takich widoków przyzwyczajeni. Zarówno armia umięśnionych strongmanów, jak i złote ufo to przecież w Polsce norma. Druga scena ma miejsce w mojej rodzinnej Warszawie. Po pierwsze- w naszym mieście najważniejsze jest rondo De Gaulla, ze sztuczną palmą na środku. Hurrra, w Polsce rosną palmy!- myśli sobie taki zagraniczny człowiek, w końcu palma w ogródku brytyjskim czy francuskim nikogo nie dziwi, więc atmosfera robi się znajoma.

Patriarchalny ojciec ponownie wsiada do luksusowego samochodu, odjeżdża bo przecież to on jest odpowiedzialny za utrzymanie rodziny, którą zostawia na rondzie w tym samym zgrzebnym stroju z przeszłości. No i teraz autor klipu leci po bandzie. Na rondzie umieszcza rycerzy spod Grunwaldu! Mało tego, gdzie tam rycerzom do etyki rycerskiej, rżną wszystko i wszystkich jak popadnie. Lecą szyby w oknach samochodów, sklepów. Obrazki niczym z dokumentu BBC o polskich kibicach piłki nożnej. Chuliganeria fascynuje chłopca. Rycerze szaleją, a tata siedzi spokojnie i pije kawkę, czytając gazetę. Taka sympatyczna alegoria. Choćby się waliło i paliło, Polak siedzi i ma wszystko w poważaniu. Choćby dziecko płakało, sąsiada mordowali, żona się broniła przed napadem, on będzie siedział pił i czytał gazetę. Zresztą żona i dziecię także nic nie robią sobie z aktów wandalizmu. Są w końcu: „swords and stuff”, jest wesoło. Pani, za którą wpada rycerz do budynku wraz z szybą, także pozostaje nieugięta. Ach te Polki, nic im nie straszne! A może to paraliżujący strach?

Kolejna scena ma miejsce w Krakowie. Mama z synkiem udaje się do jaskini w poszukiwaniu Wawelskiego Smoka. Niestety potwora nie ma. Załatwia bowiem interesy z ojcem. Prawdziwy rekin biznesu, smok przepraszam. W asyście strażaka w masce gazowej omawiają sprawy. Jakie? Może przyszłość Polski? Smok wygląda naprawdę przerażająco, ale odważny tata niczego się przecież nie boi. W końcu ojciec dołącza do rodziny i zabiera ich w góry, które raczej przypominają Kanion Kolorado niż polskie Tatry. Taki zagraniczny człowiek zatem sobie myśli, że Polska to kraj absurdów, archaicznych rycerzy, gdzie ufo wyłania się z morskiej toni a później okazuje się stadionem, choć ten akurat fakt unika naszej uwadze. Za to dostaje ostrzeżenie, że samochodem do Polski to nie należy się udawać bo wybijają szyby, należy także wykupić specjalne ubezpieczenie na wypadek jakby banda chamowatych rycerzy postanowiła parać się wandalizmem wszystkiego w pobliżu. W dodatku w Polsce nie ma mowy o równouprawnieniu bo wszystkim rządzi tata, który ustala interesy ze smokiem. Mafią, grubą rybą może? Jednak, żeby było politycznie poprawnie- to nie Polak przecież, ten tata pochodzi z Wielkiej Brytanii Brawo! Polska. Where the unbelievable happens.