Po prostu GIA

Od środy cały świat żyje informacją o tym, że amerykańska aktorka – Angelina Jolie, w ramach prewencyjnej ochrony przed zachorowaniem na raka, zdecydowała się dokonać całkowitej mastektomii. Czy to był dobry czy zły ruch z jej strony, czy nie dało zastosować się innych środków tylko tak ostateczny? Tak naprawdę każda z nas – kobiet, we własnym sumieniu, powinna się nad tym zastanowić…, jak również nad naszą ewentualną decyzją w takiej sytuacji. Wielu osobom wydaje się, że rak piersi jest współcześnie tak powszedni, że bez komplikacji się go usuwa i problem raka znika. Niestety jak pokazało wiele przypadków w historii naszych bliższych i dalszych znajomych sprawa na operacji się nie kończy. Między innymi taki przypadek osoby chorej na raka piersi pokazuje w swoim przepięknym blogu (http://mywifesfightwithbreastcancer.com/) nowojorski fotograf – Angelo Merendino.
           

W dzisiejszej recenzji, nie zamierzam jednak opisywać jednego z wielu filmów, który dotyka tego poważnego i angażującego niestety coraz więcej osób problemu. Nieco przewrotnie chciałabym was drogie Lejdiz zaprosić do obejrzenia produkcji „Gia”, w której główną i zdecydowanie niesamowitą rolę gra, wspominana już, Angelina Jolie. O fantastycznym wczuciu się w postać świadczy m.in. otrzymana za tę kreację nagroda Złoty Glob w 1999 roku. Obraz ten powstał na chwilę przed kultową już „Przerwaną lekcją muzyki” i innymi filmami, jakie przyniosły sławę Jolie. Nie oznacza to jednak, że film ten polecam wyłącznie ze względu na tę aktorkę i ma on być „śpiewem pochwalnym” na jej cześć. W produkcji tej, będącej historią bazującą na faktach z życia modelki Gii Marrie Carangi, główna bohaterka również musi mierzyć się z przeróżnymi przeciwnościami – bezlitosnym światem show-biznesu i mody, a także ze swoją późniejszą chorobą…

            Mówię o tej produkcji także w momencie, gdy współcześnie coraz większą popularnością cieszą się programy typu Top Model, gdzie mówi się pokazywanym tam młodym uczestniczkom, jak i widzom przed telewizorami, że należy być chudą, pewną siebie, ale jednocześnie podporządkowaną fotografom, reżyserom dziewczyną. Wiele z nich zdaje sobie sprawę, że czeka ich żmudna i trudna praca pełna wyrzeczeń, ale część z nich wydaje się ciągle bujać w obłokach i czekać na nieuchronne „nieszczęście”.
            W filmie „Gia” Michael Cristofer rysuje postać młodej dziewczyny, która niemalże z dnia na dzień staje się top modelką. Niekoniecznie jednak wpisywała się w wymuskany ideały piękna lat ’80, ponieważ uwielbiała dziwne, kolorowe fryzury, tatuaże i motocykle, do tego była dość szaloną osobą. Potrafiła jednak mimo tych, wydawałoby się wad, wykorzystać swoje pięć minut sławy. Była odważna, prawdziwa, czasami zbyt dziecinna i bardzo piękna, o czym świadczyć może niesamowicie duża kolekcja jej zdjęć dla wielu czasopism. W filmie obserwować możemy m.in. sesję zdjęciową wykonywaną przez Francesco Scavullo (prywatnie wieloletniego przyjaciela Gii), który był znany przede wszystkim z wielu okładek dla magazynu Cosmopolitan, ale i zdjęć dla prawie wszystkich gwiazd amerykańskiego show-biznesu.

            Dużą część obrazu Cristofer’a, oprócz sesji zdjęciowych i pokazów mody wraz z kulisami ich powstawania, zajmuje przybliżenie kilku fragmentów z prywatnego życia naszej głównej bohaterki. Są to momenty wzruszające, ale i pełne namiętności, ogromnych emocji i pasji. Niestety druga część tej produkcji pokazuje ciemną stronę modelingu i zachłyśnięcia się sławą. Gia powoli zaczyna wkraczać w fascynujący ją świat odurzenia narkotykowego, co oczywiście nie może zakończyć się happy endem.
            Film „Gia” pokazuje, że warto wierzyć w swoje marzenia, podążać za nimi i za wszelką cenę się nie poddawać. Jednak z drugiej strony obrazuje nam to, że wszystko kiedyś się kończy, szczególnie dla tych osób, które nie wiedzą kiedy przestać, jakie biorą życie zbyt łakomymi garściami. W tej historii spotykamy się także z samotnością, a przez to brakiem możliwości pomocy ze strony najbliższych osób. Gia Marria Carandi jest przykładem z lat ’80 ubiegłego wieku, ale niestety nie ostatnim w międzynarodowym show-biznesie, ponieważ pojawiały się kolejne takie osoby, jak m.in. Amy Winehouse czy Heath Ledger, które czegoś poszukiwały, próbowały, a w ostateczności zostawały same ze sobą i swoimi problemami… Zapraszam do filmu, ale przede wszystkim do obejrzenia choć części z ogromnej ilości zdjęć Gii Carangi na okładkach wielu międzynarodowych magazynów i nie tylko.
Tekst: Magdalena Smolarek
Zdjęcia: internet