OBIADY CZWARTKOWE- KULTURA. Magda Smolarek bierze pod nóż „Skyfall”

Z tęsknoty za Rogerem Moorem

            Przy okazji premiery kolejnej części przygód z Jamesem Bondem w roli głównej, zdałam sobie sprawę, że „Skyfall” będzie pierwszym, jaki obejrzę w kinie. Wszystkie inne miałam mniejszą lub większą przyjemność oglądać przez prawie całe moje życie w telewizji. To moje gorsze lub lepsze wrażenie zależało zazwyczaj od postaci samego Bonda, a dokładnie od aktora go odgrywającego. Według mnie mistrzem tej 50-letniej kreacji jest i chyba już zawsze będzie Roger Moore. To on zagrał w największej ilości (aż w siedmiu filmach) przygód stworzonych przez brytyjskiego pisarza Iana Fleminga i świetnie wykonał swoja pracę idealnie wcielając się w agenta 007.

           
             Jak bardzo dobrze zauważyła Gosia Szwed w swoim piątkowym artykule (http://www.lejdizmagazine.com/2012/11/dzien-z-jamesem-bondem-lekkie-pietki.html)współczesny Bond to jakby nie ten sam James, co kiedyś . Niestety nie jest już tak szarmancki, tak wyrafinowany i „nie kojarzy się z pięknym, dystyngowanym angielskim gentelmanem” jak dawniej. Agent 007 pokazany w „Skyfall”, w reżyserii Sama Mendesa, jest znudzony życiem, całym tym „agentowaniem”. W dodatku nawet zawsze kreatywny Q ogranicza się w tej części przygód Bonda wyłącznie do programowania i walki z hakerami. Czyżby nastała nowa era agentów z gadżetami dostępnymi tylko dla masowych konsumentów?
Kreacje Bonda na przestrzeni lat
            Akcja filmu „Skyfall” (nazwa to, jak dowiadujemy się pod koniec filmu, rodzinna posiadłość Bondów w Szkocji) rozpoczyna się w Turcji, gdzie Bond (ciągle w tej roli zobaczyć możemy Daniela Craig’a) wraz ze swoją partnerką Eve (graną przez Naomie Harris) próbują rozwiązać kolejną sprawę. Tym razem ich zadaniem jest odebranie skradzionego agentowi Ronsonowi twardego dysku z danymi dotyczącymi tajnych agentów NATO. Podczas pościgu dochodzi do niespodziewanego zwrotu akcji, a mianowicie Eve po decyzji swojej przełożonej M trafia nie w złodzieja, ale w Bonda…             

             Dalszy ciąg akcji toczy się jakby dwutorowo. Z jednej strony widzimy to, co dzieje się w Londynie po kradzieży dysku i rzekomej śmierci agenta 007. Z drugiej natomiast oglądamy wylegującego się gdzieś na przepięknej wyspie Bonda sączącego Heinekena w towarzystwie pięknej nieznajomej. Ten błogi stan przerywa jednak wiadomość o tajemniczym ataku na główną siedzibę MI6. W związku z tym James znów musi ruszyć na ratunek swojej ojczyźnie, choć tak naprawdę wolałby zostać tam, gdzie był.

Obsada „Skyfall”
            Z powrotu Jamesa cieszy się prawie wyłącznie jego wspaniałomyślna szefowa M (wyśmienita jak zawsze Judi Dench), która fałszując wyniki jego testów umożliwia mu powrót do czynnej służby, a co za tym idzie pościg za tajemniczym Raoul’em Silvą (w tej roli zobaczymy niesamowitego Javiera Bardema, choć tym razem w blond fryzurze). Agent 007, żeby dotrzeć do Silvy wyjeżdża na początku do Szanghaju, a później do kasyna w Macau, gdzie poznaje przepiękną Sévérine (graną przez Bérénice Marlohe) w biżuterii wprost od Swarovskiego. To ona mimo ogromnego strachu przed Silvą doprowadza Bonda do długo oczekiwanego spotkania. Agent 007 zadziwiająco szybko daje sobie radę z cyberprzestępcą i doprowadza go przed oblicze M. Nikt nie przypuszcza, że jest to częścią większego planu Silvy. Co stanie się dalej? Zobaczcie same!
            Postanowiłam w tym momencie przerwać opis fabuły, ponieważ wystarczająco mało i zbyt szybko wszystko dzieje się w tym filmie, żeby zdradzać jego poszczególne fragmenty. Drugim powodem jest to, że tak naprawdę od momentu ucieczki Silvy losy Bonda stają się banalne jak nigdy w żadnej z części. To właśnie w „Skyfall” szaleniec bez problemu wchodzi do budynku ministerstwa i równie łatwo z niego wychodzi nawet nie draśnięty jakąkolwiek kulą. W tym właśnie filmie najbezpieczniejszą kryjówką okazuje się stara szkocka chata i w tej części groźny przestępca znajduje swoją ofiarę tylko po tym, że ta zapomniała wyłączyć latarki. Komiczne do potęgi 🙂
            W zasadzie po obejrzeniu „Skyfall” czuję ogromny niedosyt, ponieważ wszystkiego charakterystycznego dla Bonda było mi za mało. Niewiele akcji, strzelania, pościgów, humorystycznych akcentów, wymyślnych gadżetów, luksusowych samochodów (był jeden, znany jeszcze z filmu „Goldfinger” – stary dobry Aston Martin DB5), …, nawet seksu, tak typowego dla Jamesa, było zdecydowanie zbyt mało! Ach… tęsknię za starymi dobrymi filmami z Bondem i Rogerem Moorem w roli głównej…

James Bond i Silva
            Do tych niedostatków należy także dodać to, że nazbyt zawiłe wątki, których rozwiązywanie powinno trwać kilka kinematograficznych godzin okazywały się proste i do rozwiązania w 5 sekund. Gdyby nie intrygujący Bardem i tajemniczy Fiennes (przy którym cały czas miałam wrażenie, że będzie zły jak w innych swoich kreacjach, m.in. w „Harrym Potterze”, „Księżnej” czy „Liście Schindlera”), a także cudowna muzyka Thomasa Newmana wyszłabym z sali nie wytrzymując do przeciętnego końca.
Adele
            Przy „Skyfall” nie można także zapomnieć jeszcze o jednej wybitnej postaci, a mianowicie o wspaniałej piosenkarce Adele, której tytułowa kompozycja osiąga szczyty list przebojów. Tak naprawdę z całego filmu najbardziej mogę polecić wyłącznie animowaną czołówkę właśnie z jej utworem. Całą resztą jestem niestety zdegustowana i wolę po raz kolejny obejrzeć sobie „Ośmiorniczkę” bez Daniela Blonda.
Tekst: Magdalena Smolarek
Zdjęcia: internet