O obżarstwie

Danie Hestona Blumethala

Ostatnio dużo pisze się i mówi o jedzeniu. W czasach pierwotnych pan zwierzynę tropił, łowił i przybywał do niewiasty, żeby ją wypatroszyła, korzonkiem przyprawiła i podała na stół. Nie marnowało się mięsa, każda roślinka niemal miała swego amatora. Gdzieś w kulturze kapitalistycznego Zachodu nagle jadło nabrało wymiaru symbolicznego, stało się niemal bóstwem. Kucharze krzątają się w coraz to nowocześniejszych kuchniach, przyrządzając niejednokrotnie dzieła sztuki. Uczono nas, że grzechem jest obżarstwo. Niech i tak będzie, ale tu nie o napychanie żołądka chodzi, a o wyniesienie posiłków na piedestał sztuki.


Danie Hestona Blumenthala


Otóż kiedy byłam dojrzewającą kobietą, zaglądałam do Centrum Sztuki Współczesnej na warszawskiej Agrykoli. Nie rozumiał mnie tata, nie rozumiała babcia a ja wciąż lgnęłam do sztuki. Gryzmoły i głupoty, jak określała starszyzna, były niezwykle inspirujące. Nie zapomnę wystawy Abakanowicz, Yoko Ono, masek z zapałek, chomików w białym domku… Pod wpływem filmów o rzeźni, zostałam wegetarianką na lat kilka. Każdy rodzaj sztuki ma swoich koneserów. Może to być jeden człowiek na Ziemi ale kultury tworzenie to zajęcie zwykle wdzięczne i przysparzające zwolenników. Zatem wyniesienie pożywienia na ołtarz sztuki uważam za naturalne. W końcu nie samym chlebem człowiek żyje. Czasami musi spojrzeć na coś ładnego, pachnącego, kolorowego. Świat się jednak nieco zapędził w wyścigu szczurów więc i dla koneserów nastały ciężkie czasy.  Zatem większość z nas zamiast muzeum, wybiera restauracje, ewentualnie szkoli się w innowacyjnej sztuce kreowania dań i serwuje domownikom. Popularne stały się także spotkania towarzyskie. Nie gramy w szachy czy karty, a żremy. Już nie makaron a pasta, nie smalec z ogórkiem a wyrafinowane tarty ze kozim serem i rukolą, sporadycznie pojawia się sałatka jarzynowa i rosół, zastąpiły je bowiem wykwintne wędzone łososie na liściach endywii czy zupa dyniowa z pestkami słonecznika, z dodatkiem oliwy truflowej.

Ryba- autor Wojciech Modest Amaro


Programy kulinarne święcą triumfy. Ot choćby Magda Gessler w Polsce, Nigela, Jamie Oliver, Gordon Ramsey w Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie należy zapominać o wątpliwej urody acz przesympatycznych Hairy Bikers. Owłosieni panowie na motorach krążą po świecie i ćwarzą. Pysznie, tłusto, organicznie. Wszyscy kucharze prześcigają się w coraz to lepszych przepisach na uznane specjały. Master Chef to kwinesencja próżności ludzkiej. Kuchnia rośnie w programie do rangi sanktuarium. Potrawy są niebiańśkie, wyglądają nieziemsko i aż trudno uwierzyć, że są pomysłu jednostek a nie całego sztabu, pracującego nad programem. Kolejny kucharz- magik, który wynosi pichcenie na ołtarz sztuki, to Heston Blumenthal. Z pasją oglądam każdy program z jego udziałem. Zajmuje się bowiem nowym trendem- kuchnią molekularną. Wykorzystując podstawowe składniki, prawa fizyki i chemiczne reakcje- zamienia pożywienie w kulinarny spektakl. Ostatnio dużo słyszy się także o prawie Polaku- Wojtku Modest Amaro. Co prawda z rodowodem polskim mało ma wspólnego, zdecydował Polakom przypomnieć co mają najcenniejszego i używa tradycyjnych składników w nowej oprawie. Po otrzymaniu gwiazdki Michelin, wspomniany kucharz urósł do rangi bohatera narodowego i wszyskie media biją się chociaż o słów kilka. Został okrzyczany najlepszym polskim kucharzem, a jak najlepszym to znaczy celebrytą.

Wojciech Modest Amaro

Heston Blumethal

Czy kilkaset lat temu komukolwiek przyszło by go głowy, że zwykła strawa, która miała pożywić, dodać energii na resztę dnia, zregenerować po ciężkim dniu pracy, zurośnie do rangi sztuki? Czy to znak czasów, materializm, który nakłada nam klapki na oczy rozsądku i zachwyca się jedynie środkiem do celu? Życie jest piękne i tylko jedno- zachwycajmy się nawet kromką chleba. Wobec głodu wciąż panujacego na świecie, cieszmy się naszym losem i tym co dzięki szerokośći geograficznej mamy- niemal nieograniczonym dostępem do strawy. A że przy tym będzie piękna- cóż to tylko produkt uboczny epoki, która promuje określone standardy i myśli ludzkiej, która podąża w kierunku rozwoju piękna talerza zamiast oszczędzania planety i wykorzystywania każdego ziarenka.

Szpinak z gorgonzolą- Magda Gessler


Życzę sobie i Wam, żeby kiedyś tej żywności po prostu nie zabrakło bo wtedy będziemy musieli się wszyscy przyzwyczaić do minimalnych porcji, które obecnie są rarytasem w ekskluzywnych restauracjach. Zawsze się zastanawiam nad fenomenem wielkośći porcji. Im lepsza- w mniemaniu przewodników-restauracja, tym mniejsze i droższe dania. Nawet do żarcia zagląda nam marketing. Jeśli chcesz zachwycić gości, podaj im wszystko w wersji mini, mów z zagranicznym akcentem, zainwestuj w piękne talerze, potrawę umieść na ich środku, dodaj kilka kropel sosu w kontrastującym kolorze i zbuduj długą, przejmującą historię powstawania dania. Sukces gwarantowany, a próżność ludzka połechatana.

Smacznego rosołu życzę!
Gosia

Zdjęcia: prywatne archiwa kucharzy (internet)