Nie będę matką!


Kupka i zupka,
                                czyli jak nie zostanę szczęśliwą mamą

Kiedy spotykamy się w kolejkach, w pracy, na przyjęciach, kiedy wpadamy do siebie
z towarzyskimi wizytami albo wymieniamy e-maile, nie pytam otyłych, dlaczego są otyli, szczupłych ? dlaczego są szczupli. Nie drążę, dlaczego sąsiad pali papierosy, skoro to taki syf, w dodatku mało zdrowy. Niegustownie ubranym kobietom nie zadaję setek pytań, jak mogły do tego dopuścić, żeby pokazywać się światu w takich łachmanach, nie dociekam, kiedy zamierzają zrzucić z siebie te ohydne garsonki, zniekształcające sylwetkę spodnie i co w ogóle sobie myślą, obrażając estetycznie wszystkich
wokoło.


W zamian przynajmniej kilka razy w tygodniu zostaję zasypana pytaniami o DZIECKO. Czy mam. Czy będę miała w najbliższym czasie. Czy chcę mieć, bo przecież powinnam.

        No, właśnie. Drogie Panie, a i Panowie czasami też, tak się składa, że powinnam mieć dziecko. Według Waszej opinii. Bo dziecko to skarb. Radość. Spełnienie. Kropka nad i oraz wisienka na torcie. Nie wystarczy więc Wam krótka odpowiedź ? nie mam i nie chcę mieć. Ale przecież, no jak to. Jak można tak nie chcieć? Może nie możesz, a przebadałaś się? Teraz istnieje tyle metod.

        Teraz istnieje tyle metod, żeby zrzucić zbędne kilogramy, podnieść swoje IQ, wyćwiczyć inteligencję emocjonalną i nie ubierać się jak strach na wróble. Oczywiście, nie rozmawiamy jednak o tym, bo przecież to Wy bierzecie mnie na widelec, a nie odwrotnie. Działacie w słusznej sprawie, tu o ludzkość przecież chodzi.

        Nie mam dzieci i nie zamierzam ich mieć ? kiedy docieramy do tego zwierzenia, odpada wrażliwsza część moich znajomych. Kilkanascie lat temu w jednym z wywiadów nieopatrznie przyznałam, że posiadanie potomstwa nie jest moim celem życiowym, a  zachowanie niektórych ciężarnych kobiet, zmuszających nawet dalszych znajomych do dotykania swojego ogromnego, nieestetycznego, nagiego brzucha ? po prostu mnie brzydzi. Młoda byłam, więc pogląd zarysowałam w dość ostrych słowach. Zdania co prawda nie zmieniłam, ale teraz powiedziałabym to o wiele delikatniej. Wywiad przez kilka lat ?wisiał? w Internecie, więc czytać mógł każdy ? w całości i na wyrywki. I nieistotne już było, co powiedziałam tam o literaturze, muzyce, inspiracjach ? ważne, że wypowiedziałam TE słowa o ciąży. O dzieciach, takich bezbronnych istotkach.

Być może trudno sobie to wyobrazić, ale przez ten wywiad (dzięki niemu?) straciłam całą masę znajomych, głównie kobiet. Obrażały się na mnie zbiorowo i pojedynczo, dwójkami i w dwuszeregu zbiórka. Jedne potajemnie, inne oficjalnie wypowiadały mi przyjaźń (tak, tak, znajdowałam na swojej tablicy na jednym z portali społecznościowych nawet takie deklaracje :?zawsze wiedziałam, że ciebie nie lubię, teraz już jest jasne ? dlaczego? oraz mniej eufemistyczne: ?czyli kiedy byłam w ciąży, to brzydziłam Ci się, Ty nędzna szmato??).

Od tamtej pory z dyskusji o dzieciach staram się wychodzić rakiem. Nie zawsze mi się to jednak udaje, niestety, ponieważ temat jest hot, zwłaszcza w epoce niżu demograficznego. Zwłaszcza w moim wieku… Chociaż, tak, tak, słyszę już od niejednego z Was, że zegar wciąż tyka i kiedy zmienię decyzję ? a przecież MUSZĘ ją w końcu zmienić, bo kto normalny nie chciałby dziecka? – może być za późno. Już jest właściwie za późno. Bo czy ja wiem ? pochylacie się nade mną tyle troskliwie, co nachalnie ? czy ja wiem, że jest duże prawdopodobieństo, że kiedy teraz zajdę w ciążę, mogę urodzić dziecko z zespołem Downa? Albo autystyczne, w najlepszym przypadku? Z niedowładem nóżek lub rączek, z trudnościami w nauce? No, ale przecież nie życzycie mi źle, to tylko takie marginalne uwagi. Więc powinnam się zdecydować jednak na to dziecko jak najwcześniej. Teraz, tu, już. Właściwie możecie wyjść do drugiego pokoju albo odwócić głowę, a ja mam sobie w tym czasie machnąć dziecko. Żebyście byli szczęśliwi, żeby była równowaga na świecie i spokój Waszego sumienia.
Innej odpowiedzi nie przyjmujecie, a jeśli ja wciąż nie chcę, trzeba mnie wysłać do egzorcysty albo do psychiatry (można i tu, i tu, tylko kto za to wszystko zapłaci?).

        Ale, Kochani, przebrała się już miarka. Nie jestem księżną Cambridge, której wnętrze sypialni śledzą miliony ciekawskich. Od  tego momentu przestaję spowiadać się Wam z tego, że jestem zdrowa i mogę, ale nie chcę.  Że nie czuję powołania i nie mam zamiaru eksperymentować (?bo może jak urodzę, obudzi się instynkt?. To wyjątkowo okrutne! A co, jeśli się nie obudzi? Powiem: ?sorry, dziecko, pomyliłam się??). Że przeraża mnie, kiedy inteligentne, czynne zawodowo kobiety, które iskrzyły wiedzą o
najnowszych lekturach, spektaklach, koncertach, nagle zaczynają ględzić o zupkach i kupkach. Wyłącznie o kupkach i zupkach. Że nie znajduję sensu w wypuszczaniu na świat istoty, która ? z dużym prawdopodobieństwem ? będzie miała wrażliwość niepozwalajacą jej normalnie w tym wytęsknionym świecie funkcjonować.

        Od teraz, Kochani, to ja zaczynam pytać. Jak to jest, że ledwo wiążecie koniec z końcem, spłacacie kredyt, macie śmieciowe umowy, ale po pierwszym dziecku natychmiast decydujecie się na drugie? I też natychmiast wpadacie w jeszcze większe długi, bo dziecko choruje, ale wszystko ok, nie ma sprawy, bo liczna rodzina jest najważniejsza? Co z Waszym rozsądkiem, kiedy po tym pierwszym i drugim dziecku decydujecie się jeszcze na sporego psa, żeby się dzieci cieszyły? O czym myślicie, kiedy Wasz
związek jest już fikcją, czujecie, że trzeszczy w szwach i się rozłazi, w domu dochodzi do rękoczynów, ale usilnie chcecie mieć dziecię, które to wszystko scementuje, zaklei, cudownie uzdrowi? Jaką przyszłość fundujecie swoim najdroższym skarbom, tkwiąc w głębokim przekonaniu, że skoro Bóg zesłał, to Bóg pomoże też wychować? A jeśli nawet nie Bóg, to liczne benefity na pewno. Oraz przestronne mieszkanie socjalne w dobrej lokalizacji. A potem nagle budzicie się z ręką w nocniku, bo benefity cofnięte, nieustanne kontrole w domu i jak tu żyć, i z czego, olaboga! Jak czujecie się, kiedy sami jesteście niewierzący, ale dziecko wtłaczacie w ramki Kościoła, bo przecież nie może czuć się odrzucone przez grupę, klasę, szkołę? Opowiadacie mu wtedy o swoich odczuciach, poglądach, czy raczej wciskacie mdłe bajeczki, a nawet organizujecie huczną komunię na gości sto, bo tak trzeba, bo co powie ksiądz, wuj i teściowa? Jak się mieścicie wtedy w lustrze razem ze swoją hipokryzją?


        Od dzisiaj, Kochani, bądźcie gotowi, zwarci, stójcie na baczność. Teraz ja pytam, drążę i domagam się szczegółowych odpowiedzi. W trosce o rozwój ludzkości oraz demograficzny niż.

Natalia

Post Scriptum
Znam oczywiście matki i ojców, o których macierzyństwie można pisać wzruszające książki, robić porywające etiudy filmowe. Co najdziwniejsze, oni najczęściej nie pytają mnie, czy i dlaczego nie. Dla nich jest jasne, po prostu. Może dlatego są tak mądrymi rodzicami?