Nasza dziewczyna z Vogue

Małgosia Garnyś urodziła się w Polsce, ale karierę zawodową rozpoczęła w Nowym Jorku. Vogue Italy nazwał ją: „nadzieją nowej generacji młodych performerów”. Jej niezwykła, charyzmatyczna osobowość zaraża optymizmem i nietypowym spojrzeniem na życie. Mówi o sobie, że ma niewyparzony język. Twardo stoi na ziemi i nie boi się wyzwań. Marzycielka, która wie czego chce i nie boi się po to sięgnąć. Dziś opowiada nam o swoim życiu w Nowym Jorku, stylu i sposobie na szczęście.


Witaj Małgosiu, przypadkiem natrafiłam na Twój profil w Vogue, nigdy o Tobie wcześniej nie słyszałam. Opowiedz nam o sobie…
Moi rodzice nauczyli mnie jak być obywatelką świata. Podróżowałam z nimi od dzieciństwa, i zawsze w duchu wiedziałam, ze mój dom będzie gdzieś indziej. Kim jestem? Jestem upartą marzycielką, podróżniczką, emigrantką, obywatelką świata, kobieta, dziewczyną, córką, przyjaciółką, artystką, nadal praca w toku….. a co dla mnie najważniejsze- jestem aktorką.

Jak osiągnąć sukces w NYC, jak dużo potrzeba na to czasu, jak zacząć?
Czy ja sukces już osiągnęłam? Myślę, że nie, na pewno nie. Jednym z plusów mojej pracy jest fakt, że nigdy nie możesz zwolnić. Sukcesem jest dla mnie każda rola, projekt artystyczny, nad którym pracuje i który widzi światło dzienne, a nie zostanie zamknięty w szufladzie. Każdy z nas ma inny przepis na sukces. Ja ma prosty: „załóż majtki dla dorosłej ‘ baddas’ kobitki i skacz, nie bierz więźniów ze sobą”. Sukces osiągasz wtedy, kiedy nawet po latach drzwi zamykanych przed twoim nosem, ty nadal robisz to co kochasz i to sprawia, że oddychasz. Jest taka historia mojego dobrego kolegi, który przez 10 lat chodził na castingi i nic. Zero. Tu i tam, małe role w reklamie do pasty do zębów. Czy on przestał? Nie, poszedł na casting na jedną z głównych ról w amerykańskiej soap operze ( podobnej do polskiego „Klanu”), i dostał 5 letni kontrakt na $15 milionów za każdy rok. Co o tym myślisz? Sukces? Jest takie powiedzenie w moim światku artystów. ‘It takes 10 years to be an overnight success’.….. Jak zacząć? Wstań rano, i zacznij się zachowywać, jakby wszystko było super. Pokaż wszystkim, jaka jesteś szczęśliwa, nawet jeśli nie chce ci się wstać z łóżka. Udawaj dopóki nie osiągniesz sukcesu. Powinnam dostać tytuł profesora udawania, jestem w tym mistrzynią!

 

Londyn, Nowy Jork, dlaczego nie Warszawa?
Dorosłam w Polsce. Wyszłam za mąż za Nowy Jork, ale moim kochankiem zawsze będzie Londyn. Londyn to ten niedobry chłopak, James Dean, którego nigdy nie przestawisz swojej mamie. Nie ma nic lepszego niż śniadanie i zakupy na Notting Hill. Londyn to też europejski mix kulturalny, którego brakuje mi tutaj, w Nowym Jorku. Nowy Jork mnie pochłonął, spektakle na Broadwayu, Central Park, czy New York Fashion Week. Tutaj jest magia, Tutaj można powiedzieć, że ludzie oddychają pożądaniem sukcesu, ty stajesz się jednym z tych ludzi, którzy coś chcą… Londyn to był inny etap w moi życiu, tuż po liceum, chciałam się odnaleźć, imprezy, życie nastolatki, która wyrwała się z domu…… Nowy Jork to było przebudzenie ze snu. Ja wiem kim chce być.. i jestem tę właśnie osoba. A Warszawa?Powiedzmy ze nigdy w nie przypadliśmy sobie do gustu.

Czyli NYC to Twoje miejsce na ziemi…
Jakbyś ze mną rozmawiała w liceum i mi powiedziała, że będę „new-yorka”, to bym parsknęła śmiechem. Nigdy nie wybrałam Nowego Jorku, Nowy Jork wybrał mnie. Tutaj dojrzałam, tutaj mam dom i przyjaciół. Tutaj popełniam życiowe błędy i dzieje się wiele dobrego. Czy tutaj umrę? nie wiem, jak na razie to tutaj jest dom i tyle. The end.

Jak zaczynałaś w tym mieście, czy od razu zostałaś aktorką?
Zaczynasz jak każda emigrantka. Łapiesz podstawowe prace jako kelnerka, czy barmanka. Idziesz do szkoły, ledwo wiążesz koniec z końcem. Poznajesz metro i sposób jak biegać po Manhattanie, rozróżniasz ulice. Poznajesz ludzi, którzy cie adoptują do ich grona, to łańcuszek zdarzeń , tak jakby książka o twoim życiu. Jak zostałam aktorka? Zaprzyjaźniłam się z grupą artystów z downtown, którzy tylko tworzą… nie pracują od 9-5, tylko tworzą i się zakochałam się w takim właśnie życiu. Oni pomogli mi się odnaleźć i uświadomić sobie co takiego mogę zrobić w życiu. Wszystko postanowiłam poświęcić scenie. Klapki na oczach i do przodu.

Vogue mówi o Tobie „promise as part of new generation of young performers” (nadzieja nowej generacji performerów- przyp. redakcji). Czy traktujesz to stwierdzenie jako wyzwanie czy docenienie Twojej dotychczasowej działalności?

Myślę, jak pierwsze drzwi się otwierają i to jest twój wywiad dla Vogue. to jest więcej niż totalna rewelacja, jest super. Myślisz sobie wtedy, ehhhh cała ta walka jednak ma jakiś cel. To jest wyzwanie, to jest ta ciągła gonitwa za następną rolą, do której mogła będę ‘duszę i życie włożyć’.



Zostałaś nominowana do jednej z najpiękniejszych kobiet size plus. Jak się z tym czujesz? 

Świat lubi każdemu przyczepiać etykietki. Mam 185 cm wzrostu, zerówką nie jestem, ( nie mam zamiaru nią być). Gwarantuję ci, że facet wybierze mnie taką, nie zerówkę. Mam piersi, Mam biodra. Czy ja mam za to przepraszać? K… nigdy. Jak się z tym czuje? Jak milion dolców, a jak się to komuś nie podoba to FUCK OFF.

Twoja twarz opisywana jest jako charakterystyczna, klasyczna, porównywana do Sophii Loren, Dianę Keaton. Jak to się stało, że zostałaś odkryta w USA?
To naprawdę zaszczyt. W Nowym Jorku spotykasz ludzi codziennie, możesz być w kafejce na kawie a za tobą stanie sławny reżyser, albo ktoś do ciebie podejdzie na ulicy i zaoferuje ci coś ciekawego. Nie mówię o tym, że to ciągle się zdarza, ale czegoś naprawdę pragniesz, to się zdarzy. Nowy Jork to miasto koneksji, ktoś kogoś zna i powie dwa, trzy dobre słowa na twój temat i koło kariery się rozpędza. Tutaj niczego nie dostajesz na złotym talerzu i dolary z nieba nie lecą. Rola Woody Allena w Twoim życiu… Melinda Melinda…. i tutaj ten temat zostawię.


Czy masz jeszcze jakieś inne plany na życie niż aktorstwo?
Wszyscy dokoła ciebie maja plan dla ciebie, Zaczynając od rodziców, twojego faceta, dziewczyny, przyjaciół. Mo plan A to mój plan A, B, C do Z. Moja kariera, moje życie- to plan A. Tak czasami jest ciężko, ale to jestem ja. Jak ci się nie podoba, to spadaj. Plan B nie działa, bo wiesz co się stało? Spierdzielili plan A i nic nie wyjdzie. Musisz sobie zaufać, co chcesz tak naprawdę w życiu zrobić i tego się trzymać.

Opowiedz o typowym dniu Małgosi, wstajesz i…

Joga, ćwiczę o 5 rano, potem śniadanie ( człowiekowi niezbędne do życia), potem telefony do agenta, managera, mojej product company, kung-fu, lunch ze znajomymi, więcej castingów, potem galeria / teatr albo kino ze znajomymi i pływanie. Każdy dzień traktuję jak mój ostatni. Musisz magię wprowadzać do życia, i tyle. Ja już osiągnęłam swój sukces, robię to co lubię i tylko chciałabym dostawać lepsze role filmowe czy teatralne.

Czy to Londyn zaszczepił w Tobie fascynację Szekspirem i Rock ‘n’ Rollem?
Nie, ta fascynacja zaczęła się wcześniej, już w podstawówce, pamiętam z tych czasów wycieczki do teatrów w Łodzi. Zawsze jak widziałam scenę, i miałam takie małe marzenie, ze kiedyś na niej stanę. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nikomu nigdy o tym nie powiedziałam, myślę że rozłożyłam dopiero swoje skrzydła, kiedy wyjechałam z kraju. Może dlatego. że tutaj nigdy by się z ukosa nie patrzył na mnie…pewnie tak. Pamiętam też moją pierwszą miłość i jego pasję filmową ( teraz jest bardzo utalentowanym operatorem filmowym), i zaczęłam oglądać filmy i… mądrzejsza się robić w tej historii.
Rock n Roll? Tak, to na pewno Londyn. Kiedy imprezuje się z najbardziej znanymi muzykami na świecie i on ci mówią ‘ Go for it’ – todlaczego nie?

W co wierzysz?

Wierzę w Świętego Mikołaja. Haha. Wierzę w ciężką pracę, i nie poddawanie się po upadkach.



Tęsknisz za Polską?

W Polsce już nie ma mnie 10 lat. To inna tęsknota. Staram się o tym nie myśleć za bardzo. Na pewno mam problem, bo szczerze ci powiem, że nikt lepiej nie gotuje polskiego jedzenia niż moja mama, a tutaj dupa blada. Nie znalazłam dobrej polskiej restauracji od lat.

Spotykasz się z Polonią amerykańską?

Mam zero do czynienia z amerykańską Polską. Nie rozumiem ich toku myślenia i czego tak naprawdę w życiu chcą. Nie mówię, że to 100% powinna wrócić do domu.. ale duża część. Nie mają klasy. Na Greenpoint nie chodzę. Nie mam czasu.

Kto i co najbardziej wpłynęły na twoje życie? Kto jest Twoim ideałem?

Sztuka, muzyka, filmy, życie i ludzie, którzy są w moim życiu. Wszystko, co poruszy mój mózg i pomoże się otworzyć, spróbować czegoś nowego w życiu. Ja nie tylko chcę być lepszą aktorką, z każdą rolą, ale także lepszym człowiekiem. To jest ciągła praca.
Kto wypłynął na moje życie? Zacznijmy od mojej mamy, od której nauczyłam się bycia upartą. Jestem jaka jestem. Moja najlepsza przyjaciółka, która pomogła mi odnaleźć MNIE w sobie, i powiedzie samej sobie.. . ‘ Głupia nie jesteś, możesz TO zrobić. NOW GO’.

Czym wyróżnia się Małgosia z tłumu, jaki jest Twój styl?

Charakterystyczna czarna garderoba, czarne włosy.

To dość depresyjny kolor, mroczny i tajemniczy. Dlaczego akurat wybrałaś ten kolor jako swój przewodni?Na zdjęciach zawsze nosisz dość charakterystyczną biżuterię. Czy masz ulubionych projektantów, styl który zawsze wybierasz?

Ja jestem Tom boy, zawsze byłam, co denerwowało moja rodzicielkę która pewnie swoją córkę wołałaby widzieć w sukience. Nowy Jork jest generalnie czarny, tak więc szafa jest czarna. To połączenie bycia kobietą i z rock’n’ rollem. Jak Rick Owens miałby możliwość ubrać Audrey Hepburn, to by stworzył mnie. Uwielbiam biżuterię, mam jej nawet za dużo. Mam ulubionych projektantów. To: Rick Owens, Alexander Wang, Bladym NY OAK NYC, ale noszę też TOPSHOP. Dużo nosze też rzeczy typu vintage. Długo bym mogła wymieniać ulubione marki. Moja mama zaszczepiła mi modę od dziecka. Najważniejsze to mieć swój styl i w nim się odnaleźć.

Charakterystyczne długie, czarne, piękne włosy…Jak o nie dbasz?

To też po mamie, zawsze głowa się odwraca, kiedy ludzie mnie widza, nie wiedzą co jest grane. Dziewczyna w podartym T-shircie i długich włosach. Tak można mnie poznać. Ja z nimi nic nie robię, nie mam nawet suszarki do włosów.

Czym jest szczęście?

Sama nie wiem, nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. Wiem, że życie jest proste, kiedy idę spać, wiedząc, że dzień był udany, i nie niczego nie żałuję. Szczęście w moim życiu pojawiło się wtedy, kiedy żarówka się zapaliła w mojej głowie, uświadamiając mi, że nikomu nie muszę się tłumaczyć z moich życiowych decyzji, że jednak coś w tym swoim życiu osiągnęłam. Oddycham. Jak je osiągnąć? Nie ma pojęcia. Budda nie jestem. nie mam przewodnika po życiu. O cholera, jak ja bym chciała takiego mieć. Czego się nauczyłam? Nie możesz okładać swojego życia dla innych i pomagać im w jego odnalezieniu. Po pierwsze Ty, jesteś tą, która musi być szczęśliwa pierwsza, i tyle. Co jest ważne w moim życiu, to zasada „10-10-10 rule”. Oto jak to działa. Za każdym razem znajduje się w sytuacji, kiedy wydaje się, że nie ma rozwiązania, które sprawi, że wszyscy będą zadowoleni, ja zadaję sobie trzy pytania: jakie są konsekwencje mojej decyzji w ciągu 10 minut, w ciągu 10 miesięcy, za 10 lat? Odpowiedź zwykle podpowie mi, co muszę wiedzieć, ale aby wyjaśnić mój wybór,osobie która będzie miała na to największy wpływ, nie tylko jaki ruch mam zrobić. Poza tym, czasami to jest Paragraf 22 i czasami nic nie możesz zrobić …. ale to się nazywa życie.