My little Britain

Została moją matką przyrodnią ponad 7 lat temu. Matka surowa ale sprawiedliwa- przynajmniej tak twierdzi. Harmonijnie daje i zabiera. Latami hołubi, później rzyga na twój widok. Obecnie popadam w niełaskę, targa mnie za włosy, szamocze, wyzywając od bękartów. Nie moja to wina- mówię. Tyś mnie przyjęła, pokochałam cię, teraz mną gardzisz? Zmieniłaś zdanie bo przyjęłaś też moich braci i siostry? Miałaś być moją jedyną, ukochaną, taką na zawsze, na życie. Dziś plujesz w twarz i nazywasz: F*** Pole.

Mieszkam w małym miasteczku, które do niedawna zionęło brytyjskością. Osiadła tu armia, a z czasem ich rodziny i przyjaciele. Typowe brytyjska miejscowość z kościołem, mini galerią handlową, trzema supermarketami ze wszystkim, w otoczeniu lasy, pola i jeziora. I wszystko było by tak piękne- a to niestety bajka o Alladynie, który został nagle księciem, a za chwilę ponownie biedakiem. Otóż w naszej bajce zamiast Brytyjczyków słychać raczej Nepalczyków. Z jakiegoś powodu osiadło się ich tu znacznie więcej niż w innych regionach. Czyżby żołnierze sprowadzili całe, wielopokoleniowe rodziny? Uwielbiam matkę Brytanię za wielokulturowość i tolerancję, tylko mam wrażenie że w tym rodzicielstwie bliskośći gdzieś się zapędziła. Dzieci zamiast podejmować czynności życiowe, takie jak te, które nie hańbią, zwane pracą, po prostu osiadły. Wieść niesie, że żyją w stylu nepalskim. Wyobrażają sobie, że wspinają się po górach, niemal każda starsza pani i pan wyposażeni są w laski do podpierania się. Mało tego wiele osób z tzw. starszgo pokolenia, umęczeni wędrówką, zasiadają na środku supermarketów, które rozumiem mają być odpowiednikiem nepalskiej przestrzeni życiowej. Widok grupy nepalskich staruszeczków, odzianych w paradne stroje, obwieszonych złotymi łańcuchami na środku Tesco może być uroczy, natomiast brak przebieralni w sklepach z odzieżą już nie.



Pewnego dnia odkryłam niepolityczną tajemnicę znikających przebieralni. I uwaga, nie chodzi tu o kradzieże, ani o Polaków, na których ostatnio wszyscy zrzucają winy świata tego. To zasługa narodu rodem z gór, który owe miejsca traktował jako te ustronne, niczym las albo schowek za górą. Po znalezieniu fekaliów, sklep ma obowiązek zamykać przestworza. Zatem czynił tak za każdym razem notując poważne straty. Miejsce musiało być odkażane i akceptowane przez lokalne inspekcje przypominające polski Sanepid. I tak z gór naród spłynął na niziny. Jednak wciąż nie słyszę narzekań na ich temat. Nikt nie wspomina o pochodach codziennych przez miasto w grupach, o nieintegrowaniu się z Brytyjczykami, ba nikt nie naśmiewa się z nich, że nie władają drugiej ojczyzny językiem, o ich zwyczajach już nie wspominając. Czy to jedyna grupa etniczna, która matce Brytanii sprawia kłopoty wychowawcze? Nie. Podobne historie słyszałam o niektórych społecznościach rodem z Indii czy innych krajów dość dalekiego wschodu. Takich miasteczek w Brytanii jest od groma. Syn sprowadza matkę, matka męża, mąż przyrodnią siostrę, i tak ciągną, i ciągną, i wyciągnąć oj mogą. Nikt jednak nie widzi, nie krzyczy w telewizji, że pracę zabierają, że żyją na koszt matki. Jednak nieznośnie media nie kochają Polaków. Dlaczego?

Jedna z teorii głosi, że Brytyjczycy zwyczajnie nie znoszą konkurencji. Zdolni, wykształceni i zaradni Polacy budzą przerażenie. Pewien Brytyjczyk przyznał mi się, że nie dostał pracy jako kierowca autobusów bo…był Brytyjczykiem. Powiedziano mu wprost, że musiałby zmienić narodowość bowiem w firmie żaden nie pracuje. I tu musze stanąć w obronie przybranej matki. W końcu dziwne to uczucie jak dzieci adoptowane wygryzają te z łona. Nie chodzi tu już o benefity, mieszkania socjalne ani resztę przywilejów, które matka daje swoim dzieciom. To raczej kwestia poczucia niesprawiedliwości, że taki adoptowany gnojek sobie przyjeżdża i traktowany jest tak samo jak ten, który jadł pokarm matki edukacji lokalnej, czerpał sobie całe życie z przywilejów bycia pierworodnym, a tu nagle bęc- raj się skończył. Mówią, że do pracy trzeba iść, pokazują, że ten zza wody to jakiś inteligentniejszy, lepiej ogarnięty, potrafi stawiać proste ściany, domaga się jednego mieszającego wodę kranu, prawie każda baba wbija gwoździe, przy okazji gotując zupę i ziemniaki oraz doglądając potomstwa. Rzucanie w twarz innością jeszcze nikomu do końca na dobre nie wyszło. I tak sobie myślę, że jeśli dzieliła by nas przepaść kulturowa, zamiast się wychylać w pracy, świecić zaradnością, siedzielibyśmy cicho w domu, albo nawet na środku supermarketów, byle nikomu nie udowadniać, że głupszy, to i wszyscy by o nas zapomnieli. A my krzykacze oburzeni, listy piszemy, skargi, znowu pokazując, że Polak potrafi.



Polacy nie gęsi bowiem, swój język i kulturę mają. Brytyjczyku drogi jeśli czytasz ten tekst, dziękuję ci za to, że użyczasz  nam swojej matki. Nie chcę się z tobą przepychać, tym bardziej wygryzać, chcę być z tobą, obok ciebie i cieszyć się godnym, ludzkim życiem. Za to obiecuję się być dobrym kompanem, na dobre i na złe. Chcę być dobrym sąsiadem i usłużnym przyjacielem, tylko daj mi szansę, zrozum mnie, może nawet polub, razem możemy więcej.
Z niedzielnym pozdrowieniem

GS