Kolejna, piąta część „Pamiętnika matki” Agnieszki Steur

Agnieszka SteurMyśli zabłąkane  cz.5

19.04.2011 wtorek
                Od chwili, gdy wiem, że ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia przestałam nosić ciążowe ciuchy. Wygrzebałam z szafy moje największe ubrania i skompletowałam je ze spodniami dresowymi, aby nie było widać, że jestem ciąży. Nie chowam się przed ludźmi, to nie tak. Chowam się przed sobą samą. Każde spojrzenie na mój brzuch, jest dowodem na to, że to, co się dzieje, to prawda. To tak bardzo boli.

                Pani genetyk twierdzi, że mogę pozostać w ciąży, która sama w pewnym momencie się skończy. W literaturze fachowej spotkała opis jednego, no może dwóch takich przypadków jak nasz. Mam mniej niż 10% szans na donoszenie Jej do 9 miesiąca… Moja dziewczynka nie ma szans, aby dożyć końca okresu prenatalnego. Jeśli stałby się cud i dotrwamy we dwie do końca ciąży, nasza córeczka i tak umrze w trakcie porodu. Zakładając, że zdarzyłby się kolejny cud, ta maleńka istotka nie ma najmniejszych szans na przeżycie całej serii operacji, które by ją czekały. To przecież koszmar w dziennym świetle.
                Nie ma szans, nie ma szans, nie ma szans….

20.04.2011 środa
                                Rozmawiałam z panią Elą, ukochaną, najlepszą na świecie, która zawsze wie, jak się czuję. Rozumie mnie. Kiedyś była moim wykładowcą na Uniwersytecie Amsterdamskim a dziś jest kimś, kto pełni rolę mentora… przewodnika… a teraz podpory. Poradziła mi, abym zatroszczyła się, by nasza dziewczynka ten czas, który możemy jeszcze być razem, spędziła możliwie najprzyjemniej. Tak, chcę jej jeszcze tyle pokazać, dla niej i dla siebie. Muszę o tym pomyśleć, muszę się zastanowić…

* * *
                Pojechaliśmy do szpitala, tego u nas, który znamy. Okazało się, że Gerard pomylił dni, powinniśmy przyjść jutro. Myślałam, że się rozpłaczę, poczułam ogarniającą mnie panikę na myśl o kolejnych godzinach czekania. Czułam, że nie wytrzymam. Miałam już dość tego napięcia i czekania. Chciałam wiedzieć, co mi powie ten lekarz… kolejny… Pielęgniarki były tak miłe, że znalazły dla nas chwilę w kalendarzu jednego z ginekologów. Przyjął mnie trochę później, ale to nic. Ważne, że dzisiaj.
                Weszliśmy do gabinetu ginekologa, on się uśmiechał. Zapytał, czy wiem dlaczego. Było mi wszystko jedno. Powiedział, że bardzo się cieszy, że mam dwójkę zdrowych dzieci. Dziwne pocieszenie. Ciekawe czy lekarz amputujący komuś nogę, mówi, cieszę się, że ma pan jeszcze jedną zdrową? Tak jakby moja rozpacz, oznaczała, że zdrowie moich dzieci mnie nie cieszy. Nie rozumiem tego. Jest mi tak niemiłosiernie ciężko.

* * *
                Codziennie rozmawiam z rodzicami. Wiem, że jest im ciężko. Czasem nie mam w ogóle ochoty tam dzwonić. Przez telefon jest tak trudno, ale czy będąc obok siebie byłoby łatwiej? Teraz świat tak bezlitośnie zamyka się w moim brzuchu. Niczego nie potrzebuję.
                Nie potrzebuję, aby ktoś mi mówił, co powinnam zrobić. Wiem… lub może bardziej czuję. Nie chcę… To wszechogarniające zagubienie… pogubienie…

* * *
                Muszę wziąć Tabletkę. Ona wszystko rozpocznie. Lekarz mi wyjaśnił. Mam ją połknąć. Punkt o 20.00. Pojutrze muszę być w szpitalu i wszystko się zacznie… wszystko się skończy.
AS