Kokainowy problem Nigelli Lawson

Kiedy kucharz zrani sobie palec, krew leje się czasami strumieniami. Jednak mimo to musi dalej gotować bo tłum czeka, bo nie ma odpowiedniej ilości pracowników, trzeba zakasać rękawy, zapomnieć o bólu. Zakleja palec plasterkiem i biegnie dalej.

Nigella Lawson jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych kucharek na świecie, bogini prostoty, strażniczka domowego ogniska, zalotnie oblizuje palce, mieszając kolejną porcję czekoladowego sosu, którm obleje jedno z doskonałych ciast. Wisienką na torcie w ostatnich dniach stało się jej wyznanie o zażywaniu narkotyków. Niestety oliwa zawsze na wierzch wypływa, niezależnie od tego jak mocno zamieszamy.  W tym przypadku mocno starał się zamieszać jej były mąż- pan Saatchi, kochający sztukę milioner, który nie chce się pogodzić ze stratą ukochanej bogini, postanowił działać opłotkami. Pozwał asystentki domowe, oskarżając je o defraudację jego ciężko zarobionych tysięcy. Panie natomiast przyznały, że z kart męża korzystały, ale odbijając pałeczkę na wyraźne życzenie królowej ogniska, która chciała w ten sposób zatuszować swoją słabość do narkotyków.

Nigella jednak w sądzie stanęła i zamiast krzyczeć, że narkotyków na oczy nigdy w życiu nie widziała, przyznała że zdarzało jej się wciągnąc kreskę kokainy, czy zapalić jointa. Tłumaczyła swoje zachowanie potrzebą relaksacji, w co my widzowie tej opery mydlanej, wierzymy. Od lata bowiem rosło nasze współczucie dla kuchennej bogini, którą sfotografowano w szponach agresywnego męża. Potem szybko wyszło na jaw, że milioner żonę tak bardzo kocha, że domaga się jej uwagi na pożądku dziennym, używając przy tym argumentów nie do podważenia. Przemoc fizyczna bowiem jest bronią nie do zdarcia. Jest jak deser Nigelli- intensywnie smakuje i wspomnienie po nim pozostaje na lata. Na wspomnienie wydarzenia w restauracji, Nigella dodaje, że akt złapania ją za szyję nastąpił w momencie, kiedy zobaczyła panią z wózeczkiem i wyraziła swoje zadowolenie z faktu, że niebawem zostanie babcią. Na co mąż w sposób niezwykle taktowny przypomniał jej, że to on jest jedynym, o którego powinna dbać i na którego widok się cieszyć. Procedura rozwodowa była błyskawiczna, ale cała walka toczyła się na łamach mediów. Pan Saatchi zaangażował nawet swoją córkę z drugiego małżeństwa, żeby na łamach mediów źle świadczyła o Nigelli. Straszył ją również samobójstwem i niszczeniem jej imienia do końca życia.


Zatem raz, dwa, trzy- rozgrzeszasz Ty. Konfesjonał publiczny ujął się za Nigellą i nie tylko nie straciła dobrego imienia, ale zyskała jeszcze większy rozgłos, wiecęj sympatyków, którzy być może utożsamiają się z bohaterką powieści. Muszę przyznać, że cudowne schudnięcie Nigelli całkiem niedawno jest zatem wytłumaczalne. Mimo czekoladowych nocy, podjadania z lodówki pyszności, przyrządzanych na ekranie, boginka kuchenna nagle zaprezentowała sylwetkę niemal godną samej Ewy Chodakowskiej. Tłem pięknej figury uroczej kucharki był domowy sajgon, a scenografią budowany z pomocą narkotyków spokój ducha i ekranowy piękny uśmiech, który maskował niemy krzyk duszy nieszczęśliwej pani domu.

Zatem podusmowując historię na dziś- Nigella przyznała się do kilku kresek kokainy, oskarżone siostry nie przyznały się do defraudacji tysięcy funtów z kart, podobnie zrobiła Nigella. Mr Saatchi natomiast przyznał, że wciąż przeżywa rozstanie z żoną i wciąż ją adoruje. Na swój, Saatchi style sposób oczywiście. Historia kata i ofiary. To be continued….

A na koniec uśmiech (przez łzy?):