„K***a, tylko do mnie po polsku, bo po angielsku nie kumam”

Autor: Bartek Fetysz

Agnieszka Chylińska. Artystka. Matka. Piosenkarka. Skandalistka. Rozklapiucha. Suka. Zła. Wrażliwa. Juror. Buntowniczka. Mógłbym znaleźć dla niej określenie na każdą literę alfabetu. Bo to baba kameleon. Na oczach milionów Polaków z czegoś obłego, z krzywym zgryzem i kompleksami, które mieliśmy wszyscy, przepoczwarzyła się w Wonder Woman. Super Kobietę. I zachwyca. Bo przez całą karierę pozostała wierna sobie.

Kiedy kilka lat temu światło dzienne ujrzała jej płyta „Modern Rocking”, przepełniona współczesnym popem i nowymi aranżacjami, środowisko artystyczne padło na kolana z wrażenia, Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan z Tobą, oto oglądamy egzorcyzm stulecia – Emily Rose Chylińska – ujrzała światło Boże – mówi ludzkim językiem! Cud muzycznej Eucharystii. Po ostatniej solowej płycie, po rozpadzie kultowego O.N.A wszyscy spodziewali się jakiegoś masowego przypierdolenia na pograniczu rozrywającego na strzępy heavy metalu i rocka. Bo Chylińska była „Winna”, „Zła Zła Zła” i „Niczyja” i w jednym z kawałków kazała „wyp*******ć stąd”. Czyli polska G.I.Jane. Na wojnę ze światem, na wojnę ze sobą, na barykady! I środowisko czekało na kolejny krok – a tu Flashdance i Modern Talking. Bo artystka, nie była już pasibrzuchem z kompleksami, które wykrzyczeć chciała wszystkim nauczycielom, hejterom i nie musiała nic, nikomu udowadniać. Oto stanęła przed nami, obmyta z brudów i stygmatów, czysta forma nowej kobiecości.

Ponoć co siedem lat, człowiek zmienia się nie do poznania. To właśnie siedem lat minęło od czasu wydania „Modern Rocking”. I nagle, bez zapowiedzi, normalnie polska Beyonce, bez machiny promującej, bez singla, Boże Narodzenie – na Niebo wzbiła się gwiazda w postaci „Forever Child”, trzeciego w dorobku Agnieszki solowego albumu. Chylińska kojarzy mi się trochę z bohaterką z Resident Evil, Alice. Doświadczenie się powiodło, dziewucha uzbrojona w talent do zabijania, rozgramia zombie, tak jak piosenkarka rozgromiła oczekiwania fanów. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem „Królową Łez”, byłem akurat w Polsce i kawa z wrażenia wyszła mi nosem. Nadejszla wiekopomna chwila – przemówiła. Nowy wizerunek, nowy dźwięk, nowe spojrzenie na świat, na miłość, rodzinę, trudność relacji z drugim człowiekiem, na siebie. Nie wiem dlaczego, ale w klipie, wizerunkowo natychmiast skojarzyła mi się z Robyn, albo z dziewczynami z East London. I nagle odżyła we mnie dawna miłość do Chylińskiej. Płytę zdarłem. I wtedy dowiedziałem się, że zagra koncert w Londynie. Czyli wydarzenie, którego nie można opuścić. Szable w dłoń. Kierunek – O2 Forum w Kentish Town.

Nie widziałem nigdy Chylińskiej na żywo. Nie miałem okazji, dlatego z niecierpliwością dziewicy oczekiwałem pierwszego razu, kontaktu z nowym doznaniem. Niestety, okazało się, że nie mam z kim iść. I kiedy tak maglowałem się w domu, zastanawiając, czy iść sam, słuchając ostatniego albumu wokalistki i słów „wszyscy tu jesteśmy miłością, ważne by, nie czekać z czułością”, postanowiłem przywdziać glany i pójść na randkę z samym sobą. I setkami Polaków, którzy czekali przed wejściem. O2 Forum mieści bowiem ponad 2 tysiące osób. I ta sala była nimi nabita. I kiedy tłum zaczął skandować „AGNIESZKA, AGNIESZKA” – wiedziałem, że będzie się działo.

Koncert, rozpoczął się z małym opóźnieniem i z kawałkami z „Forever Child”. I to był trans, bo Chylińska jest rockową szamanką. Jest magnetyczna, a dźwięki wydobywające się z jej gardła nie mają konkurencji. Jej prezencja sceniczna jest tak samo wielka jak słynnej Skin ze Skunk Anansie. Ona wrzeszczy, rzuca się, śpiewa, rozmawia z publicznością, która Agnieszkę po prostu kocha. Kiedy śpiewała „Królową Łez”, publiczność doznała zbiorowego orgazmu. Cała sala śpiewa z nami, nabrała nowego znaczenia podczas „Kiedy Powiem Sobie Dość” czy „Nie Mogę Cię Zapomnieć”. W pewnym momencie, w jednym z wielu, gdy artystka rozmawiała z publicznością powiedziała:

„Cześć, fajnie tu być, kurwa wracajcie do Polski, Wasi przyjaciele tęsknią za Wami i ja też tęsknię (…) Tylko, kurwa mówcie do mnie po polsku, bo ja nie kumam angielskiego. Dobrze Wam tu?”

I to było zajebiste. Przepraszam, za to „zajebiście”, ale to takie swojskie słowo, które oddaje to, co się wtedy czuje. To są tak zwane „ciary”. Chylińska ma wszystko, co powinna mieć wokalistka – charyzmę, szał sceniczny, gadane, ale przede wszystkim WOKAL. Tak samo szybko jak rozpoznasz wokale Mick’a Jagger’a, Freddie Mercury’ego, Michael’a Jackson’a – tak natychmiast rozpoznasz głos Chylińskiej. To żywa legenda polskiego rocka, polskiego buntu, lat 90-tych i najbarwniejsza chyba kobieca postać na scenie wraz z Kasią Nosowską. Cieszę się, że mogłem być na tej muzycznej mszy. Ten nastolatek we mnie, odżył. I chyba we wszystkich dokoła, bowiem komentarze po koncercie były jednakowe. Ogień. Genialna. Więcej. Jeszcze raz. Bis. Bis też był. Wróciła „dawna” Chylińska.

Zamknę ten tekst tą „dawną” Chylińską. Co to znaczy „dawna”. Kobieta zmienną jest. W maju świętować będzie czterdziestkę. Tylko idiota spodziewałby się od żony i matki wyśpiewywania smutnych piosenek o życiu, chyba, że to Kasia Kowalska, u niej nawet „Coś Optymistycznego” brzmi jak samobójstwo. Prawdziwy fan dorasta z artystą, rozwija się, zmienia i starzeje. Nie kupiłbym Chylińskiej, gdyby teraz stała nad trójką dzieci i śpiewała jak w O.N.A „Chcę suką być”. Dziecko trzeba przewinąć, a ona na to: „Miłość torturą jest, katem stałam się ja, bo gdy kochasz, to chcesz wyrwać serce i dać”. Mąż chce się kochać, a ona na to: „Nie jestem po to, by Ci pomóc, egoizm trawi mnie, kompleksy jedzą Twoje ciało, ja właśnie żegnam je”. Agnieszka chce się kochać, ale mąż nie ma ochoty: „Na wszystko mówisz nie, więc jeśli nie to nie! Waruj u stóp, mam dosyć już, ostrzegam Cię, smycz krótka jest, gdy szarpiesz się”. 50 Twarzy Chylińskiej? Nie. Dziękuję. Wolę artystkę dojrzałą, która zabierze mnie w podróż ze sobą. Bo nawet krowa nie stoi w miejscu. Drodzy „dawni” fani – ruszcie dupy z zamierzchłych czasów. Czas leci. Szkoda życia.

Chylińska live – chylę czoła. W imieniu fanów – nigdy nie przestawaj nagrywać i tworzyć. Chylińska żywa czy martwa – legenda i ikona polskiej pop/rock kultury.

Tekst stworzony dla portalu przeambitni.pl: http://przeambitni.pl/2017/03/12/fetyszlight-ka-polsku-angielsku-kumam-chylinska-londynie/

Zdjęcie: Fanpage Agnieszka Chylińska

Bartek FetyszBartek Fetysz- redaktor, dziennikarz, felietonista magazynów z całego świata, w tym magazynu Idoll i portalu przeambitni.pl. Redaktor naczelny powstającego magazynu “Fetysz”. Pasjonuje się modą, muzyką i szeroko pojętym show biznesem. Znany z ciętego języka, bez pardonu ocenia rzeczywistość. Mieszka w Londynie, bywa wszędzie tam gdzie warto. Fanpage Fetysza: https://www.facebook.com/FetyszBartek/

Photo: Raex Murillo Photography Raex Murillo Clothes: Versus Versace Shoes: Dr. Martens