HISTORIA ŻYCIEM PISANA- Poruszająca historia pewnej rodziny

KINDER NIESPODZIANKA

Już przy pierwszej wizycie swojej położnej dostałaś zapewne książkę, którą specjaliści wszelkiej maści wypełniali przez całe 9 miesięcy. W angielskiej wersji miałaś też zaplanować poród, wybrać jego formę, miejsce, zaplanować typ znieczulenia. Pod koniec ciąży już masz zazwyczaj pełną świadomość tego, co Cię czeka a plan porodu daje poczucie kontroli nad tym, co Cię wkrótce czeka. W życiu jednak  czasami nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Klaudyna urodziła córeczkę nagle. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że urodziła  w domu, zanim zdążyło się zjawić pogotowie. Takie sytuacje zdarzają się często w filmach a w realnym życiu raczej się o nich nie słyszy. Historia, którą dziś opowiadamy, miała miejsce zaledwie kilka dni temu i dziś na łamach Baby Lejdiz, chciałybyśmy się nią podzielić, jednocześnie przygotować przyszłe mamy do nietypowego porodu. Dziś specjalnie dla Was, Klaudyna z mężem-  Sławkiem, opowiadają nam o wydarzeniu, które na zwsze zmieniło ich rodzinę. Ta przejmująca, piękna historia została nagrodzona również w konkursie Baby Lejdiz „Opowiedz nam swoją historię”. Zapraszamy do lektury!



Lejdiz: Kilka dni temu urodziłaś swoje drugie dziecko, jak porównałabyś te dwa porody?

Klaudyna: To dwa kompletnie różne porody. Pierwszy  trwał o wiele dłużej i miałam skurcze krzyżowe, drugi natomiast był super szybki a skurcze miałam brzuszne. Pierwszy odbył się w szpitalu, pod kontrolą lekarzy, drugi w domu, bez opieki medycznej. Z Filipkiem miałam znieczulenie zewnątrzoponowe (epidural), w domu z Mią, niestety żadnego znieczulenia nie było. W przypadku pierwszego porodu wystąpiły komplikacje. Synek miał okręconą pępowinę wokół szyji i nie oddychał po porodzie. Był reanimowany. Mia urodziła się zdrowa, silna, bez żadnych komplikacji, które w tej ekstremalnej sytuacji byłyby poważnym zagrożeniem jej życia.

Nagle dostałaś skurczy porodowych, jak często się powtarzały?

Pierwsze skurcze, które poczułam powtarzały się co 6 minut.  

Byłaś przygotowana na poród szpitalny. Czy czułaś się przerażona tak szybkim postępem porodu i to w innym miejscu niż zaplanowane?

Tak. Bardzo się bałam, kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu całej sytuacji.  Nie do końca wiedziałam co się zaraz wydarzy i czy zdążę do szpitala na czas, a jeśli nie, to natychmiast muszę wymyślić plan awaryjny i do niego się zastosować.

Jak to się wszystko potoczyło?

Tak jak wspomniałam wcześniej  pierwsze skurcze poczułam co sześć  minut i były to skurcze krzyżowe. Po pół godziny dostałam bardzo bolesnych skurczy brzusznych. Obudziłam męża i zadzwoniłam do koleżanki, żeby przyjechała i została z naszym starszym synkiem. Próbowałam dzwonić  kilkukrotnie ale nie odebrała telefonu. Skurcze były coraz silniejsze, nagle poczułam, że sączą mi się wody.  Mój mąż zadzwonił do drugiej koleżanki, po którą miał pojechać , żeby ta mogła zostać z synkiem, a my w tym czasie pojechalibyśmy do szpitala. Niestety w międzyczasie ból i skurcze tak się nasiliły, że nie mogłam się już ruszyć z łóżka. Poczułam, że znów odchodzą mi wody  więc zebrałam wszystkie możliwe siły i pobiegłam do łazienki. Położyłam się  na podłodze i tam już zostałam.  Poprosiłam męża żeby przyniósł mi ręczniki  bo wiedziałam, ze właśnie tu – w mojej łazience, na podłodze, na świat przyjdzie nasza córka…

Czy zadzwoniliście po pogotowie? Jak szybko się zjawili?

Mój mąż zadzwonił na pogotowie zaraz po tym jak znalazłam się w łazience.

Co kazało Wam robić pogotowie podczas oczekiwania na ich przyjazd? Jak się przygotować na ewentualny poród w domu?

Tak naprawdę sami sobie radziliśmy, pani z pogotowia tylko pytała na jakim jestem etapie porodu. Wiedziałam, że muszę zapewnić sobie jak najlepsze w takiej sytuacji, warunki ( świeże ręczniki , mokre chusteczki) i modlić się, żeby pogotowie dotarło jak najszybciej. Pani z pogotowia sama była w szoku gdy usłyszała, ze główka jest już na wierzchu, a w chwilę potem cale dziecko było na zewnątrz. Kazano nam oczyścić  ręcznikiem nosek i usta  ze zbędnej wydzieliny (w  razie potrzeby miałam gotowa gruszkę, ale nie była potrzebna),  malutka natychmiast zaczęła głośno płakać i równomiernie oddychać.
Jak radziłaś sobie z bólem?

Ból był nie do opisania, trudno tu mówić o opanowaniu. Starałam się oddychać ale nie ukrywam, że nie mogłam powstrzymać krzyku, który wbrew pozorom bardzo mi pomagał. Zaciskałam w rękach  to co miałam w pobliżu czyli ręcznik…

Kto odebrał poród?

Mój mąż  wyjął  naszą córeczkę na świat, a pogotowie dojechało w kilka minut po fakcie…

Pytanie do taty- Sławka: co wtedy czułeś, czy nie wpadłeś w panikę, że musisz sam wyciągnąć dziecko?

Miałem chwile zawahania, ale musiałem zachować zimną krew,  tak jak robiła to moja żona i dla dobra i bezpieczeństwa naszej córeczki  stanąć na wysokości zadania.

Wielu panów mdleje na widok krwi, słabnie w czasie porodu a Ty się zmobilizowałeś i pomogłeś urodzić własną córeczkę. Jakie to uczucie?

Najpiękniejsze uczucie na świecie, móc  być tak blisko żony i dziecka w czasie jego narodzin.

Kto przeciął pępowinę?

Pępowinę przeciął dumny tata.

Jak urodziłaś łożysko?

Dostałam zastrzyk przyśpieszający poród łożyska od położnej , która dotarła na miejsce, w  pół godziny od narodzin dziecka.

Gdzie w tym czasie był Wasz starszy synek, jak przeżył to całe zamieszanie?

Nasz synek był w swoim pokoju. Mój mąż starał się uspokajać go w międzyczasie, gdyż  odgłosy cierpiącej mamy bardzo go niepokoiły. Na szczęście całe zdarzenie nie trwało długo i gdy byłam już gotowa, żeby mógł mnie zobaczyć przyszedł do mnie i mocno przytulił z uśmiechem na buzi, a swoją siostrzyczkę cmokał po główce i obserwował z przejęciem.

Czy wspominasz swój poród jako traumatyczne przeżycie?

Nie. Może to zabrzmieć dla niektórych  dziwnie, ale gorzej wspominam mój pierwszy poród, który odbył się w szpitalu. Ten będę wspominać jako niewyobrażalny ból, ale przede wszystkim jako piękne doświadczenie, które niesamowicie zbliżyło calą naszą czwóreczkę,  a zwłaszcza mnie i męża. Chyba nie ma już bardziej intymnej sytuacji w której może znaleźć się mężczyzna i kobieta.   Jestem ogromnie dumna z mojego męża, że tak wspaniale sobie poradził w tak nietypowej i ekstremalnej sytuacji dla każdego mężczyzny.

Obyło się bez komplikacji?

Tak. Mieliśmy naprawdę wiele szczęścia. Ani ja ani córka nie wymagałyśmy natychmiastowej hospitalizacji. Jeszcze tego samego dnia zostałyśmy umówione na wizytę w szpitalu aby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w  porządku. Ja mam ujemną grupę krwi, a więc mam konflikt serologiczny z moim mężem, konieczne więc było ustalenie po kim krew odziedziczyło dziecko. Jeśli po mnie to wszystko w porządku a jeśli po tacie, dziecko wtedy ja musiałabym przyjąć trzecią dawkę zastrzyku tzw. anti-d. Na szczęście córeczka ma grupę krwi po mnie, podobnie jak mój synek.

Czy element zaskoczenia, szoku nie wpłynął na laktację?

Nie.  Całą sytuacje nie miała wpływu na mój pokarm. Mogłabym wykarmić nim spokojnie jeszcze jedno dziecko J

Co poradziliście mamom, które znajdą się w podobnej sytuacji?   
                
Byłam bardzo zaskoczona swoim porodem. Pomimo zaskoczenia, zamieszania, bólu i wszystkich emocji przepływających w tym momencie przeze mnie, mój instynkt pozwolił mi tak trzeźwo zareagować na całą sytuację. To chyba on sprawił, ze zachowałam trzeźwość umysłu, co pozwoliło mi logicznie myśleć  i reagować na to co się dzieje ze mną . Każda kobieta jest inna, ale ja poradziłabym każdej rodzącej, aby zaufała swojemu instynktowi i naturze, bo tak naprawdę to one kierują  naszym organizmem podczas porodu.

Bardzo dziękuję za szczere wyznania, gratuluję niewątpliwego bohaterstwa w tej sytuacji i życzę wszystkiego co najlepsze w przyszłości Waszej niezwykłej rodzince.