milosc w czasach tindera

Zestarzeje się pani na tej ławce rezerwowych, czyli Era Tindera

Bardzo się, cieszę, że za czasów moich poszukiwań partnera życiowego nie istniały smartfony i aplikacje randkowe, bo być może sama utknęłabym na długie lata na przeklętej ławce rezerwowych. W wieku dwudziestu paru lat, nie grzeszyłam rozsądkiem i dawałam się rozrywać jak ta lala. Byłam naiwna, ale też wybór miałam mniejszy, a więc i ryzyko, że ktoś mnie wykorzysta było niższe. Jakoś udało mi się życie ogarnąć, mam męża, dzieci, dom i psa, a swoim synom mówię, żeby szanowali dziewczyny, z którymi się spotykają, i żeby nie spotykali się z takimi, które ich nie szanują.

Pani X jest trzydziestoparoletnią singielką, użytkowniczką aplikacji randkowych. Co tydzień słucham jej obfitującego w dramaty i nadzieję apdejtu z tinderowych podbojów. 

Jakiś czas temu pani X znalazła obiecującego Włocha z branży rekrutacyjnej. Równolatek, singiel, przystojny, biuro w londyńskim City, nurkowanie na odległych kontynentach, wspinaczki wysokogórskie, K2 w przyszłym roku. Lekkie zaburzenia erekcji, ale po kokainie jest dobrze, zwłaszcza jeśli ją wciąga wprost z nagiego brzucha pani X. Spotykają się od kilku miesięcy na seks, zwykle raz w tygodniu. Jest czuły, przygotowuje pani X śniadanie i obiecuje ugotować dla niej włoski makaron. Nie było jeszcze czasu na ten obiad, w ciągu tygodnia Włoch pędzi do pracy, a na weekendy ma zaplanowane sporty ekstremalne lub spotkania ze znajomymi. 

Pani X zastanawia się, czy Włoch jest gotowy, żeby się zaangażować. Bardzo chciałaby w końcu zobaczyć jego mieszkanie, ale on woli spotykać się u niej. Zawsze coś mu wypada, albo bliżej do pracy, albo spotyka się ze znajomymi w okolicy, w której mieszka pani X. Kiedyś prawie poszli do jego mieszkania, ale po drodze zrezygnował z zaproszenia, bo przypomniał sobie, że sprzątaczka wyjechała i w domu bałagan. Pani X się nie upomina. Nie pyta, czy mogłaby poznać jego znajomych i co z tą się obiecaną kolacją. Wręcz przeciwnie, sama wychodzi z inicjatywą, bo może w końcu się domyśli. Ugotowała mu kiedyś polski obiad (umówili się w piątek o 18.00, ale Włoch dotarł mocno po północy, wstawiony, zmęczony, nawet seksu nie było), zaprosiła go do Polski, ale miał już zaplanowany weekend. 

Panią X najbardziej martwi to, że Włoch nie zlikwidowała konta na Tinderze, co więcej, od czasu do czasu dodaje nowe zdjęcia. Czy to znaczy, że spotyka się z innymi kobietami? Co ja o tym myślę, pyta pani X. 

Szczerze? Myślę droga pani X, że Włoch nie jest gotowy na związek i spotyka się z innymi kobietami. Bo dlaczego nie? Wszystko ma podane na tacy, bez wysiłku, bez zaangażowania, wpada na seks jak mu się zachce i wypada, kiedy mu się znudzi. Myślę też, droga pani X, że i pani nie jest gotowa. Nie mówi pani uczciwie o swoich potrzebach, nie stawia pani warunków, stwarza pozory, że odpowiada pani taka sytuacja. No i przecież nie zlikwidowała pani swojego konta na Tinderze, skoro pani widzi, co robi Włoch, prawda?

Poza tym, droga pani X, przerabiamy to od kilku lat. Kiedyś się nawet pani obraziła, bo powiedziałam, że siedzenie na ławce rezerwowych, to takie udawanie, że chce się grać, ale tak na prawdę brakuje odwagi. Mówi pani, że trudno znaleźć kogoś odpowiedniego, ale prawda jest taka, że, selekcjonuje pani tych chłopaków, jak konie na targu: ten za gruby, tamten robol, ten nie ma mięśni, tamten za stary, ten ma dziecko, Azjata, bezrobotny, poci się, jakiś dziwny – odrzuceni panowie nie mają szansy dać się poznać. Natomiast chętnie pani zasiada na ławkach rezerwowych należących do „nadzianych wilczków” z City, przystojnych finansistów, właścicieli mieszkania w Londynie, modnisiów etc. Nie przeszkadza pani nawet, że niektórzy są żonaci, lub że wciągają kokę jak zatrute, miejskie powietrze. 

Gwoli sprostowania, nie opisuję tu żadnej z moich pacjentek. Pani X jest postacią czysto fikcyjną, ale jej dylematy, dramaty, nadzieje istnieją w tysiącach mieszkanek Londynu, metropolii, w której łatwo utopić swoją młodość i wartości. 

Moi drodzy, naprawdę szkoda czasu na siedzenie na ławce rezerwowych, bo jak mówi stare, polskie przysłowie „tego kwiatu jest pół światu”.

Agnieszka Dixon

Agnieszka Dixon

Psycholog, terapeutka, coach z ponad 23 letnim doświadczeniem w pracy z dorosłymi i dziećmi, początkowo jako nauczyciel, następnie od 2008 roku jako trener, doradca, honorowy psychoterapeuta i trener wykonawczy. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego z tytułem magistra psychologii stosowanej, dodatkowo posiada tytuł magistra filologii rzymskiej. Jej zainteresowania dotyczą psychoanalizy, klasyki i filozofii.

Kontakt: LinkedIn

Moje motto:

„Spotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych. Jeśli zachodzi jakaś reakcja, obie ulegają przemianie”.

Carl Gustav Jung