Rosół vs. roast dinner, czyli wojna rasistowska podjazdowa

Autor: Gosia Szwed

Jest źle a będzie jeszcze gorzej- chciałoby się powiedzieć, ale mój wrodzony optymizm nie pozwala mi tak myśleć o naszych lokalnych współbratyńcach. Coraz częściej słyszymy o atakach rasistowskich. Jeden Brytyjczyk zabił parę bo myślał, że są Polakami, wczoraj Polka została zaatakowana w metrze, w styczniu 15 osiłków rzuciło się na Polaka przed pubem. W Belfaście trójka Polaków była regularnie atakowana, ponadto w kwietniu tego roku zniszczono 7 polskich domów. Tylko w hrabstwie Hertfordshire aresztowano 97 przestępców, którzy dopuścili się ataków rasistowskich na Polakach, w całym kraju natomiast potwierdzono 585 aresztowań w roku 2013. Dokładnie 10 lat po wejściu Polski do struktur unijnych i od chwili kiedy pierwsi przyjezdni zdecydowali się na swoje kroki w UK, rasizm kwitnie w najlepsze. Jednakże to wierzchołek góry lodowej bowiem to jedynie udokumentowane przypadki niechęci do Polaków, które znalazły swój finał w więzieniu. Ponad 71% Polaków deklaruje, że przynajmniej raz padło ofiarą jakiejś formy rasizmu, od werbalnej, aż do fizyczną. Niechęć do naszego narodu staje się wyraźna i nieunikniona. Ryba psuje się od głowy, a ta właśnie podjudza rodaków do oczyszczania brytyjskiej ziemi z jakikolwiek przejawów tolerancji i gościnności. Nie pomogła w tym na pewno wysoka pozycja partii UKIP w ostatnich wyborach, która zdobyła uznanie wśród zmęczonego emigracyjną atmosferą narodu brytyjskiego.

Tym nie mniej postawa rasistowska zaczyna się już u dzieci. Niektórym Brytyjskim dzieciom zabrania się zabawy z polskimi, nawet jeśli są w tej samej klasie, nie są na przykład zapraszane na urodzinowe przyjęcia. Osobiście doświadczyłam obrzucania własnego domu jajami przez kilku brytyjskich wyrostków, którzy z wiekiem przestawili się na wyzwiska po mojej interwencji u ich rodziców- zapewne niechętnych naszemu narodowi. Codziennie słyszymy poszeptywania za naszymi plecami, ocenianie, zdarzają się wyzwiska i krzyki.

„Boję się czasami przyznawać, że jestem Polką.”- mówi Katarzyna z Londynu.

„Jak widzę grupę Brytyjczyków, ściszam głos i zaczynam mówić po angielsku”- dodaje Irmina z Surrey.

Idąc dalej w las, wbrew pozorom my Polacy czujemy się w UK dobrze i większość z nas nie ma ochoty na powrót w rodzinne strony. Staliśmy się obywatelami świata, którzy na tyle zaadoptowali się w nowych krajach pobytu, że powoli wtapiają się w tłum. Tylko właśnie o ten tłum chodzi. W lesie jest zazwyczaj ciemno i starszno po zmroku. My chcemy się integrować, tylko pozostaje pytanie, na ile integrować chcą się z nami Brytyjczycy?Dość osobliwa wydała mi się także sytuacja w szkole mojego dziecka. Katolicka placówka co roku przyciąga rzesze Polaków, którzy chcą, żeby ich dzieci odebrały rzetelną edukację. W dobrej wierze zaproponowałam nauczycielce, że mogę pomóc czasami w dotarciu do niektórych polskich dzieci, które trafiły do szkoły ze słabą znajomością angielskiego.W odpowiedzi usłyszałam, że

 „szkoła nie popiera wspierania dzieci w innych językach niż angielski i że to w gestii rodziców pozostaje nauczenie dzieci języka na takim poziomie, żeby bez problemu radziły sobie w szkole więc żadnej pomocy nie potrzebują, po prostu dzieci muszą się dostosować”.

Otwierając oczy ze zdziwienia, ponownie zajrzałam do zaleceń opieki społecznej dotyczących przestrzegania praw dziecka, w tym wspieranie wiedzy, języka i kultury kraju pochodzenia dziecka. Zatem zachowania anty- polskie w jakichkolwiek placówkach edukacyjnych są niezgodne z prawem.

Jak dotąd politycy w ciągu ostatnich 3 lat dają nam mocno do zrozumienia, że nie jesteśmy u siebie, że pora, żebyśmy zrozumieli, że nieważne jak bardzo się staramy i jesteśmy w stanie zamienić niedzielny rosół i mielone na roast dinner, uczymy się języka, ciężko pracujemy, kupujemy domy, płacimy podatki, tworzymy wspólną kulturę i ekonomię.

“Wolę zatrudnić całą fabrykę Polaków mieć pewność, że praca będzie wykonana niż brytyjskiego bumelanta, który co drugi dzień będzie dzwonił off sick z powodu kaca”- to są realne głosy z brytyjskich firm, które krytykują anty-emigracyjną politykę.

Odejdźmy jednak od bezpośrednich, fizycznych ataków na Polaków. Wielu z nas bowiem cierpi w milczeniu. Pracując w fabrykach- jako kierowcy, jako budowlańcy, jako ekspedientki czy kelnerki- wielu Polaków jest poniżanych, rzesze nie mają wypłacanych świadczeń na czas, wielu z nich jest nielegalnie zwalnianych z dnia na dzień, nagle znajduje się na bruku z powodu złego humoru landlorda. Jednak Polacy nie wnoszą sprzeciwu, nie walczą o swoje prawa, niekiedy latami godzą się niesprawiedliwe, poniżające zachowania pracodawców. „Ignorantia iuris nocet”- niestety to prawo obowiązuje na terenie wszystkich krajów świata. Warto o tym pamiętać. Im gorsza znajomość języka angielskiego i większa ilość polskich przyjaciół, tym większe ryzyko, że padniesz ofiarą rasizmu w którymś momencie swojego życia na emigracji. Inność zawsze razi, tym bardziej, że coraz rzadziej wtapia się w tło.

* Na mocy ustawy o relacjach między rasami z 1976 roku (The Race Relations Act 1976) zarówno szkoły, jak i wszelkie inne instytucje, są zobowiązane do przestrzegania zasad o niedyskryminacji, zapobieganiu atakom i wszelkim formom rasizmu wobec jakiejkolwiek nacji. Prawo dotyczy zarówno rasy, jak i koloru skóry, wierzeń, pochodzenia etnicznego, płci, seksualnej orientacji. Egzekwowaniem prawa zajmuje się w UK policja, do której należy zgłosić wszelkie przejawy rasizmu. Za tego typu zachowania grozi od kilkunastu dni do kilku lat więzienia.

rosol