10 powodów dla których warto odwiedzić RPA

1) Piękno natury
RPA to kraj naturalnego piękna, znajdziemy tu wspaniałe Góry Drakensberg, słynną Table Mountain w Cape Town, drugi co do wielkości na świecie i jedyny zielony Blyde River Canyon, piaszczyste plaże Cape Vidal i Kosi Bay czy też dzikie plaże Wild Coast, które zaskoczą nas widokiem… krów!

No i nie zapominajmy o rzeżbiących teren rzekach Oranje i Vaal ze swoimi meandrami i wodospadami, no i oczywiście o półpustynnym buszu pokrywającym centralne tereny, słynnym ze swych “afrykańskich” zachodów słońca!
Wszystkich cudnych miejsc nie sposób wymienić – trzeba to wszystko zobaczyć!

2) Zwierzęta
Nie da się ukryć, że zwierzęta to jedna z głównych atrakcji RPA – możemy znaleźć 299 gatunków ssaków i 858 gatunków ptaków.
Oprócz Wielkiej Piątki wśród której znajduje się największy ssak, znajdziemy tu również najmniejszego, maleńką ryjówkę.
W głębiach oceanów zobaczymy delfiny, rekiny i wieloryby, a na plaży w Capetown obejrzymy pingwiny!
Rozlewiska rzek natomiast są domostwem dla hipopotamów i krokodyli!

3) Klimat

W RPA prawie cały czas świeci słońce!  Jak nie świeci akurat tu i teraz, to świeci 20 km dalej.
Gdyby komuś potrzebne było naukowe potwierdzenie tego faktu, to wg. Narodowego Laboratorium Fizyki Wielkiej Brytanii, Cape Town ma piąte z kolei najbardziej niebieskie niebo!
Klimat w RPA jest dość umiarkowany jak na Afrykę, więc nie grożą nam tam drakońskie upały.

4) Różnorodność (rasowa, kulturowa i religijna)
Terytorium RPA zasiedlają praktycznie wszystkie główne rasy ludzkie, wyznający wszystkie główne religie, posługujący się 11 oficjalnymi językami.
Obchodzi się tu więc wszystkie święta typowe dla każdej z wyznawanych religii – Boże Narodzenie, Hanukkah, Eid, Diwali, przynajmniej dwa rodzaje Nowego Roku i wiele wiele innych.
Przypieczętowaniem tej różnorodości jest Dzień Tradycji Narodowej znany potocznie jako “dzień grilla” (National Braai Day).

5) Mnóstwo zajęć dla miłośników adrenaliny (w różnych dawkach)
RPA to kraj w którym możemy postawić sobie wyzwanie spróbowania większości z istniejących sportów mniej lub bardziej ekstremalnych.
Do dość typowych należy nurkowanie z rekinami (ludzie w klatce, rekiny na zewnątrz) a w wersji jeszcze bardzie ekstremalnej można zanurkować bez klatki, podczas “polowania” na ryby z oszczepami. Po co? Nie wiem… Wiem tylko, że kiedyś poznałam śmiałka, amatora takiego sportu…
Możemy spróbować jazdy na strusiu albo wybrać się w busz na kładach. Możemy też nurkować z delfinami i pingwinami, albo skoczyć w tandemie z samolotu.
Albo przelecieć się helikopterem, czy poszybować paralotnią. A jak już nam się i to znudzi, to jeszcze zagrać zagrać w golfa na jednym z pięknych pól golfowych.
Bez względu na to, czy lubimy wodę, powietrze, ziemię czy nawet ogień (!) na pewno znajdziemy coś dla siebie!

6) Winnice i wino!
RPA to kraj iście winem płynący. Sprzyjający klimat  wpłynął na rozwój przemysłu winiarskiego. Choć nie tak słynne jak francuskie wina, na pewno nie ustępują im smakiem!
Najsłynniejsze winnice (Stellenbosch, Franschhoek, Paarl, Spier i wiele innych) znajdują się na południu kraju, która jednocześnie jest jedną z najpiękniejszych części RPA.
Stopniowo obniżające się ku wybrzeżu góry pokryte zielonym lasem drzewek – przepiękne.
Oprócz walorów estetycznych oferują oczywiście również walory smakowe które doceni niejedno dekadenckie podniebienie  zazwyczaj za sensowną opłatę organizowane są degustacje wina, zazwyczaj w połączeniu z odpowiednim serem (ah, te kalorie!).

Osobom, które planują maksymalizację zwrotu z nakładów finansowych polecam opcję z zakwaterowaniem.

7) Jedzenie
Kontynuując punkt powyższy, warto wspomnieć o jedzeniu!
Na terenie winnic (ale nie tylko) występują często najlepsze restauracje – skosztujemy tam wielu specjałów kuchni lokalnej w formie wykwintnej, gdzie forma jest równie istotna jak treść.
Króluje oczywiście stek, ale nie brakuje innych dań (głównie kuchni francuskiej i włoskiej) oraz dań z owoców morza.
Jeśli jesteśmy zwolennikami treści raczej niż formy, to już poza winnicami zapewne do gustu nam przypadną małe lokalne restauracje. Oprócz typowej kuchni RPA obfitującej w mięso (również dziczyznę) w RPA znajdziemy mnóstwo kuchni portugalskiej, hinduskiej, chińskiej a nawet japońskiej, a na wybrzeżu zawsze znajdziemy świeże ryby i owoce morza. Istnieje również kilka ciekawych dań w których wpływy orientalne łączą się z afrykańskimi i europejskimi dobrym przykładem takiego połączenia jest np “bunny-chow” (chleb nadziewany curry), bobotie coś w rodzaju angielskiego “sheperd’s pie” czy greckiej “musaki” ale z bananami zamiast ziemniaków.
No i wszędzie oczywiście znajdziemy biltong (marynowane, suszone mięso) i kiełbaski boerewors (najlepsze prosto z grilla!)

8) Łatwość porozumiewania się
Mimo, że w RPA obowiązuje 11 języków urzędowych, prawie każdy tutaj mówi po angielsku (lepiej lub gorzej) – nie będziemy więc generalnie mieli problemów z porozumieniem się. Warto jednak pamiętać, że angielski w RPA składa się z wielu lokalnych naleciałości.
Załączam link do “słownika” w którym znajdziemy kilka przykładów 
9) Infrastruktura
RPA to wprawdzie Afryka, ale prawie jak nie Afryka. Przynajmniej, jeśli chodzi o infrastrukturę. Dobre drogi, dość dobrze utrzymane autostrady (pozytywna pozostałość po apartheidzie) duży wybór hoteli i pensjonatów na każdą kieszeń.
Znajdziemy tu zarówno cisze i spokój, jak i gwarne ośrodki z klubikami dla dzieci jakie znamy z Europy.
Jest w czym wybierać!

10) Die Andwoord na żywo ;-P
Zastanawialiście się kiedyś, czy to co jest pokazane na teledyskach Die Andwoord (a konkretnie Fatty Boom Boom) to prawda? Czy naprawdę po ulicach chodzą lwy i hieny?
Otóż… przynajmniej częściowo może to być prawda.
Kilka dni temu na przykład media obiegła wieść o hienie terroryzującej ulice  Johannesburga.
Twitter i BBM szalały, ludzie przekazywali sobie na bieżąco informacje o poczynaniach hieny. Hien okazało się być dwie, obie zostały już złapane (żywe) i przekazane z powrotem do Lion Park, z którego się wydostały.
Choć nie często, takie przypadki zdarzają się w RPA. Tych zwierzaków jest tu po prostu dużo i albo przez nieuwagę właścicieli, albo przez przypadek czasem odczuwają zew natury i “dają długą”, wałęsając się później wystraszone.
Był już przypadek geparda i bawoła. Jakiś czas temu na wolność wydostało się kilka tysięcy krokodyli (o tym incydencie pisałam tutaj), teraz te hieny. Nie zawsze reakcje ludzi są właściwe i czasem te zwierzęta giną. Na szczęście nie tym razem.
Tekst: Agnieszka Malonik